Recenzja #468 Gloomhaven: Szczęki Lwa

Jeden z najpopularniejszych tytułów na całym świecie. Gra, która niezmiennie od kilku lat utrzymuje pozycję top 1 w serwisie BGG i wielu graczy przyprawia o dreszcze. Gloomhaven – bo o nim mowa – nie trzeba nikomu przedstawiać. Zdobyła serca tysięcy graczy, a gigantyczne pudło wypełnione po brzegi z pewnością przejdzie do historii. Czy więc jego młodszy brat – Szczęki Lwa – miał szansę osiągnąć suckes? I w końcu – Czy warto zainteresować się mniejszym pudełkiem z serii Gloomhaven? Przekonajcie się sami!


Informacje o grze Gloomhaven: Szczęki Lwa

Autor gry Gloomhaven: Szczęki Lwa: Isaac Childres

Wydawnictwo: Albi Polska

Liczba graczy: 1-4

Czas gry: 30-120 Min

Wiek: 14+



Każdy prawdziwy planszówkoholik posiada w swojej kolekcji tytuł, na który czekał z niecierpliwością. Taki, którego zdjęć wyszukiwał w internecie i czytał różne opinie, zanim trafił na jego stół. Ja tak miałam z Gloomhaven – Wielkim pudłem, które skradło moje serce, a wiadomość od kuriera była chyba jednym z najlepszych planszowych wspomnień. Tak, czytając ten fragment tekstu sama mam z siebie lekki ubaw, ale nie powiecie mi – prawdziwi gracze – że i Was nie cieszą te chwile, kiedy wymarzona paczka z grą trafia w Wasze łapki.

O radości z nowych tytułów mogłabym pisać długimi godzinami, ale przecież dzisiaj mamy skoncentrować się na czymś zupełnie innym. Mianowicie na Gloomhaven: Szczęki Lwa, czyli mniejszej i tańszej wersji Gloomhaven, która jest odpowiedzią dla tych wszystkich graczy, których gabaryty, jak i zasady oryginału przerażają. Jeśli więc zastanawiacie się, czy nowość na polskim rynku jest tylko dla “turystów”, czy może jednak sprawdzi się wśród fanów serii, to zapraszam do lektury!


Przegląd elementów i zarys rozgrywki w Gloomhaven: Szczęki Lwa

Dla osób, które swoją przygodę z Gloomhaven mają już za sobą, same zasady nie będą niczym nowym. Tak naprawdę wszystko pozostaje tutaj bez zmian, oprócz kilku drobnych niuansów. Dla tych, co jednak nie zdecydowali się na wydanie majątku na grę planszową i stoją teraz przed ważną decyzją – który tytuł wybrać – Gloomhaven czy Szczęki Lwa – postaram się w kilku zdaniach opisać core rozgrywki.

Zacznijmy od tego, że Gloomhaven, nie ważne o której edycji byśmy mieli pisać, jest typowym Dungeon Crawlerem. Pisząc to, mam na myśli kierowanie grupą bohaterów, która za cel obrała sobie zwiedzanie pobliskich lochów i jaskiń w poszukiwaniu skarbów i ewentualnie wykonując pomniejsze misje od lokalnych mieszkańców. Żeby nie było zbyt łatwo, na naszej drodze spotykamy przeróżne potwory i pułapki, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć w walce na śmierć i życie. Brzmi fajnie prawda? Fani przygodówek z pewnością nie poczują się zawiedzeni.

Poziom trudności na miarę oryginału.

Gloomhaven: Szczęki Lwa oferuje nam taką samą zawiłość związaną z rozgrywaniem kart, walką i ruchem, jak jego poprzednik. Jeśli nastawiacie się, że tytuł ten będzie łatwiejszy, to Was rozczaruję – wcale tak nie jest. Jest jednak duża różnica, która sprawia, że Szczęki Lwa mają pierwszeństwo w wyborze szczególnie dla mniej doświadczonych graczy. Mianowicie jest to wprowadzenie. Tak genialne, że nie da się o nim nie napisać. Pierwsze kilka scenariuszy, które rozgrywamy, będzie systematycznie dodawać kolejne mechanizmy, tak aby po kilku rozgrywkach usiąść przed pełnoprawnym tytułem i cieszyć się ze znajomości każdego aspektu gry. Jest to jeden z tych elementów, który przeraża w Gloomhaven. Tam nikt nie prowadzi nas za rączkę – tam po prostu zostajecie wrzuceni na głęboką wodę i zastanawiacie się, czy się utopicie, czy jednak nauczycie się pływać.

W tej wciągającej kampanii każdy z graczy ma szansę się wykazać i rozegrać niesamowite combo z posiadanych przez siebie kart. Walczymy razem, ramię w ramię, podejmując trudne decyzje, które karty wybrać, a z którymi pożegnać się już na stałe. Bo głównym mechanizmiem w Gloomhaven jest właśnie zarządzanie talią – to ona mówi nam o tym, co robimy, ale też odlicza nasz czas. Tak, dobrze czytacie – Scenariusz nie trwa nieskończoność. Bohaterowie też ludzie i swój limit energii posiadają – jeśli za bardzo będziecie przeciągać, to padniecie ze zmęczenia i to reszta graczy będzie musiała doprowadzić misję do końca. Jeśli o padaniu już wspominamy, to pamiętajcie upadać stosunkowo blisko monet. Tak – to zawsze najlepszy wybór. Bo w końcu kto nie lubi kupić sobie nowej peleryny, czy ultra szybkich skórzanych bucików?

Świetny system zarządzania kartami.

Karty podzielone są na dwie części – górną i dolną. Podczas Swojej tury zawsze zagrywamy dwie i wybieramy z jednej część dolną, a drugiej część górną. Są one dość sprytnie podzielone i tak akcje na dole będą głównie związane z ruchem, a te górne z atakiem czy licznymi boostami naszej postaci. Posiadają one również współczynnik inicjatywy, który często jest kluczowym elementem, szczególnie gdy na planszy roi się od przeciwników i te pierwsze ciosy mają kluczowe znaczenie. I tak toczy się nasza wspólna walka. Niezależnie od tego, czy osiągniemy sukces, czy nie, skrupulatnie zapisujemy zdobyte doświadczenie oraz złoto i – jeśli nas na to stać – możemy udać się na małe zakupy czy awansować postać.

Sami przeciwnicy w Gloomhaven: Szczęki Lwa też są początkowo “odchudzeni”. W pierwszej rozgrywce zmierzymy się tylko z jednym typem przeciwnika, który będzie posiadał stałą inicjatywę i jedną akcję. Im dalej w kampanię, tym przeciwnicy staną się na tyle silni, że z łatwością będą mogli pokrzyżować Wasze idealne plany, także nie dajcie się zwieść pozorom. Ci, dla których Gloomhaven nie jest nowością, dobrze wiedzą, o czym mówię. Nawet jeśli mamy możliwość dopasowania poziomu trudności na samym początku gry, to ten łatwy tryb wcale taki łatwy nie będzie. Ale gdzie byłaby zabawa, gdyby każdy padał od jednego ciosu, prawda?

Bo mniej, wcale nie znaczy gorzej…

Ostatnim elementem o którym wspomnę jest oczywiście sama zawartość. Kiedy myślimy Gloomhaven – widzimy gigantyczne pudło wypchane po brzegi kaflami terenu, żetonami potworów, pułapek czy licznymi kartami. No i księga Scenariuszy – aż 100 misji, które tylko czekają, aby je poznać! Jak sytuacja wygląda w Gloomhaven: Szczęki Lwa? Możnaby powiedzieć, że dużo skromniej – Scenariuszy dostajemy ok. 25, pudełko jest znacznie mniejsze, a zamiast kafli terenu mamy mapę nadrukowaną na stronach książki. Czy to jednak jest minus? Patrząc na dużo szybszy set up i sam fakt, że większość z nas i tak nigdy nie dobrnie do rozegrania wszystkich misji, powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. Szczęki Lwa dają to samo co Gloomhaven, tylko w rozsądniejszej ilości. Nie zrozumcie mnie źle – Ja jestem z tego typu graczy, którzy wychodzą z założenia, że im więcej dobra w środku, tym lepiej, ale przecież nie każdy lubi rozkładać grę ponad pół godziny.


Recenzja Gloomhaven: Szczęki Lwa

Zacznę tym razem od wcześniej wspomnianego poziomu trudności i wprowadzenia nowych graczy. Gloomhaven: Szczęki Lwa z pewnością robi to niesamowicie. Jeśli zastanawiacie się, czy Wasi mało planszówkowi znajomi ogarną zasady, albo czy Ty podołasz tej instrukcji, to przychodzę z odpowiedzią – zdecydowanie tak. Po około pięciu rozgrywkach będziecie śmiało mówić o sobie, jak o jednym z lepiej zaznajomionych graczy z zasadami Gloomhaven tak ogólnie. Bo poznając jedną część, uczysz się również tej drugiej. Obydwa tytuły są standalone, ale można je ze sobą łączyć. Jest to również niesamowity plus i przemawia do zakupu obydwu tytułów. A przynajmniej w przyszłości. Tej niedalekiej…

Wracając jednak do poziomu trudności – nie będzie łatwo. Kiedy już wpłyniecie na głęboką wodę, to musicie liczyć się z tym, że podejmowane przez Was decyzje będą często miały kluczowe znaczenie. Na tyle kluczowe, że możecie po prostu zaprzepaścić szansę Waszej drużyny na wygraną. W Gloomhaven jednak nie ma w tym nic zaskakującego, bo jeden scenariusz jesteśmy w stanie powtarzać nawet kilka razy. A każde podejście nadal będzie nas nagradzało doświadczeniem czy łupami z pola bitwy – Także nie ma tego złego, prawda? Dodatkowo posiadamy specjalną mapkę, gdzie naklejkami oznaczamy scenariusze zarówno te rozegrane, jak i te czekające na nasze przybycie. W ten sposób nigdy nie poczujecie się zagubieni, nawet jak zrobicie sobie dłuższą przerwę w rozgrywkach!

W poszukiwaniu klimatu…

Idąc dalej w głąb, warto wspomnieć o samym klimacie rozgrywki. Gloomhaven: Szczęki Lwa osadzone są w tym samym universum, co jego poprzednik. Oznacza to, że historia tutaj nie gra kluczowej roli i zdecydowanie nie jest to gra nastawiona na tło fabularne. Tutaj przede wszystkim liczy się taktyczna łamigłówka, którą otrzymujemy wraz z każdym rozgrywanym scenariuszem. A to, czy akurat poprowadzimy grupę bohaterów nazywających się dumne “Szczęki Lwa” czy innych śmiałków, ma drugorzędne znaczenie.

Jednym z moich ulubionych motywów w całej serii Gloomhaven są postaci. Każda z nich zupełnie inna, wyjątkowa i oferująca inne doświadczenie z rozgrywki. W Szczękach Lwa otrzymujemy kolejne cztery klasy postaci, które nawet dla doświadczonych graczy otworzą nowe możliwości i wyzwania. Pomyślcie tylko, co się wydarzy, gdy połączycie te możliwości z pierwowzorem? Trzeba przyznać, że autor gry jest naprawdę świetny, w tym co robi. Bo raczej nie spotkałam się z opinią, żeby którakolwiek klasa postaci była do siebie zbliżona. Poznanie więc mocnych i słabych stron swojego bohatera i wykorzystanie tej wiedzy na polu walki potrafi dać niesamowitą satysfakcję!

Regrywalność to drugie imię Gloomhaven, jak pewnie sami zdążyliście się domyśleć. No bo jak inaczej nazwać tytuł, który oryginalnie zawiera ponad 100 scenariuszy, a każdy z nich możemy rozegrać nawet kilkukrotnie i o dziwo, nie czuć z tego powodu frustracji (More money, more exp). Dodatkowe karty Eventów, misje, które nie zawsze wykonamy i miejsca, których nie odkryjemy. Do tego unikalne klasy postaci, które mocno wpływają na sam przebieg rozgrywki. Jeśli szukacie tytułu, który wystarczy na wiele godzin rozgrywek, to zarówno Gloomhaven, jak i Gloomhaven: Szczęki Lwa wpisują się idealnie w ten schemat.

Regrywalność to drugie imię Gloomhaven.

Dynamika rozgrywki jest tutaj na naprawdę porządnym poziomie i zaryzykowałabym stwierdzeniem, że raczej nie spotykamy się tutaj z analysis paralysis. Jakby nie patrzeć na dany scenariusz zabieramy ze sobą tylko kilka kart i nawet jeśli będziemy mocno analizować swój ruch, to zdecydowanie nie zajmie to tyle czasu, co w niejednym euro. Kluczem jest wyciągniecie jak najwięcej mocnych stron, ze swojej postaci i jej unikalnych zdolności. Dlatego tak ważna jest rozgrywka nastawiona na współpracę i wspólne dążenie do celu. Bo chociaż wiem, że te porozrzucane wszędzie monety kuszą, aby je pozbierać, to chyba uratowanie zycia Waszym znajomym jest cenniejsze, prawda? Prawda?!

Na koniec wspomnę o wykonaniu, bo dla takich osób jak ja, jest to jeden z kluczowych elementów. Uwaga, uwaga – Nie zawiedziecie się! Tak samo jak starszy brat, Gloomhaven: Szczęki Lwa to nadal bardzo dobrej jakości karty, dobrze wyważone i zazębiające się mechaniki, ładne figurki postaci i przyjemna dla oka szata graficzna. Nie ma do czego się przyczepić. Dodatkowo pudełko, chociaż mniejsze, pozwala na duży szybszy set up, dzięki planszy nadrukowanej w księdze scenariuszy. Uwierzcie mi – to niesamowicie oszczędza czas i pozwala na rozegranie więcej niż jednej partii z rzędu. Czy to nie jest cudowne? Dla mnie tytuły pokroju Gloomhaven: Szczęki Lwa zawsze będą działały najlepiej na większą liczbę graczy. W końcu to my budujemy klimat całej rozgrywki – to, jakie decyzje podejmujemy i jak kreujemy wizerunek naszych bohaterów. Chociaż śmiało mogę powiedzieć, że w dwuosobowych rozgrywkach bawiłam się równie dobrze.


Podsumowanie

Gloomhaven: Szczęki Lwa to niesamowity tytuł, który docenią nie tylko nowi gracze, ale również fani oryginału. Nie odstępując starszemu bratu o krok, Szczęki Lwa oferują wciągające postaci, wymagające scenariusze i ciekawy format historii, którą przeżywamy razem, jako drużyna. Warto jednak pamiętać o tym, że mimo świetnego samouczka, to nadal jeden z cięższych tytułów, który wymaga od nas skupienia i zapamiętania wielu zasad. Często będziemy zaglądać do instrukcji, aby kiedyś w końcu zapamiętać większość zasad tej złożonej gry. Mniejsza liczba scenariuszy to mimo wszystko nadal spore wyzwanie, szczególnie jeśli będziemy chcieli rozegrać je w stałym gronie graczy. Czy fan Gloomhaven powinien sięgać po to pudełko? Zdecydowanie tak, szczególnie że oba te tytuły można ze sobą łączyć. Dla mnie to pozycja obowiązkowa. A Ty, odważysz się wkroczyć w świat pełen krwawych potyczek i skarbów do zdobycia?


Mocne Strony:

  • szybki set up,
  • niesamowite wprowadzenie do całości – tutorial,
  • rozwój postaci,
  • mechanizm zarządzania ręką kart,
  • dobrze działa przy każdej liczbie graczy,
  • porządne wykonanie,
  • dynamiczna rozgrywka,
  • wiele emocji,
  • wysoka regrywalność,
  • dużo ważnych decyzji do podjęcia.

Słabe Strony:

  • brak klimatu.

Przydatne linki:

Grę najtaniej kupisz tutaj

Link do strony wydawnictwa

Profil gry w serwisie Board Game Geek


Jeśli chcesz być na bieżąco i podoba Ci się nasz serwis, to zachęcamy do polubienia nas na facebooku.


Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Albi Polska. Bardzo dziękujemy!

2 thoughts on “Recenzja #468 Gloomhaven: Szczęki Lwa”

Leave a Reply