Recenzja #262 Trismegistus: Ostateczna formuła

Trismegistus nie jest pierwszą grą, w której będziemy mogli wcielić się w rolę alchemika. To bardzo przyjemny temat, dający wiele możliwości interpretacji. Tym razem nasze alter ego to postaci obecne na kartach historii, które będą eksperymentować celem odnalezienia formuł pozwalających stworzyć kamień filozoficzny. Będzie to jednak bardzo trudna droga!


Informacje o grze

Autor gry: Federico Pierlorenzi, Daniele Tascini

Ilustracje: Paweł Niziołek, Paulina Wach

Wydawnictwo: Lucrum games

Liczba graczy: 1-4

Czas gry: 90-120

Wiek: 14+

Mechaniki w grze: Action Points, Card Drafting, Dice Rolling, Set Collection, Variable Player Powers


Wykonanie

Trismegistus to zdecydowanie gra zaawansowana. Tego typu produkcje przyzwyczaiły nas do zawartości składającej się z mnóstwa elementów i nie inaczej jest w tym wypadku. Dwa z nich będą interesowały Was najbardziej.

Pierwszym jest plansza główna. To tutaj rozlokowane będą kości, artefakty, eksperymenty i publikacje. Będziecie mogli na niej umieścić także inne żetony, aby każdy miał do nich łatwy dostęp. Wszystko jest tutaj przemyślane i czytelne, a przy tym nie zabiera aż tak dużo miejsca.

Chyba jeszcze istotniejsze okaże się Wasze laboratorium. Jego projekt to mistrzostwo! Na dole planszy znajdziecie rysunek z ciągiem instalacji do transmutacji substancji. Mamy więc mnóstwo laboratoryjnego szkła i rurek między nimi. Poszczególne kolby oznaczone są symbolami poszczególnych metali oraz zawierając kolorowy płyn dla łatwiejszego rozpoznania.

Największe wrażenie robią jednak wgłębienia w dwuwarstwowych planszach w ich centralnej i górnej części. Będziecie w nich umieszczać drewniane kafle formuły kamienia filozoficznego. Wszystkie trafią na górną krawędź, skąd podczas gry będą przenosić się do kamienia filozoficznego. Poza tym krawędzie wzdłuż instalacji do transmutacji posiadają wcięcia, w których umieścicie zakupione artefakty. Kawał dobrej roboty.

Oprócz tego w pudełku znajdziecie wiele mniejszych elementów. Sen z powiek będą Wam spędzać kości! Jest ich aż 16, w trzech kolorach, z 6 różnymi symbolami surowców na ściankach. Kiedy przyjdzie Wam wybrać jedną z nich, w mózgu rozpocznie się wojna. Nie łatwiej będzie się zdecydować na dobór kart eksperymentów czy żetonów artefaktów.

Na pochwałę zasługuje również instrukcja, która mimo swoich gabarytów w całkiem przystępny sposób przeprowadzi Was przez meandry panujących w Trismegistusie reguł. Trafionym zabiegiem okazało się przedstawienie całości rozgrywki, a następnie zagłębienie się w szczegóły trudniejszych akcji. Na ostatniej stronie znajdziecie kompendium, w którym objaśniono znaczenie występujących w grze symboli.

Te mogą stanowić jedyny mankament tytułu, gdyż nie są zbyt intuicyjne. Przynajmniej nie od razu. Po pierwszej partii wszystko staje się klarowne i przejrzyste. Finalnie symbolika okazuje się dobrze zaprojektowana, a jedyny problem stanowić będzie rozróżnienie symbolu ołowiu i cyny, które to są do siebie dość podobne.

Całość wykonania prezentuje świetny poziom! Oczywiście uwagę przykuwają plansze graczy, ale w zasadzie każdy element jest odpowiednio gruby i wytrzymały. Dodatkowo pomyślano o funkcjonalności wszystkich elementów, dzięki czemu odczujecie jeszcze więcej przyjemności podczas gry. Z uwagi na mnogość elementów przygotowanie zajmie Wam nieco czasu, jednak w porównaniu z innymi grami o podobnym poziomie trudności, Trismegistus wypada całkiem nieźle. Dołączone woreczki strunowe pomagają w tym aspekcie, aczkolwiek organizer nadal będzie przydatnym rozwiązaniem.

Karty publikacji

Oprawa graficzna także przypadła mi do gustu. Nie jest może tak mistrzowska, aby się nad nią zachwycać, aczkolwiek cieszy oko i wprowadza nas w lekko alchemiczny klimat.


Zasady gry

Trismegistus to gra oparta na wyborze kości. Na początku każdej z trzech rund (tak, gramy tylko przez trzy rundy, to nie pomyłka!) gracz rozpoczynający rzuci wszystkimi kośćmi i przyporządkuje je do odpowiadających im mis. W swojej turze gracz będzie dobierał nową kość (jeśli zużył już poprzednią) i wykonywał jedną akcję.

Dobraną kość umieszcza się na torze mocy. Im więcej kości było w misie, tym większa jej siła, a co za tym idzie, tym więcej będziemy mogli zrobić. Następnie punkty mocy przeznaczymy na wykonywanie akcji. Może to być:

  • Dobranie surowca – 1 punkt mocy pozwala dobrać jeden surowiec o symbolu odpowiadającym naszej kości.
  • Dobranie Esencji – esencje będą potrzebne do transmutowania metali. Za jeden punkt pozyskujemy 1 esencję odpowiadającą symbolowi posiadanej kości.
  • Transmutacja – przemiana jednej substancji w inną zgodnie z układem instalacji w naszym laboratorium. Rurki łączące kolejne kolby mają różne kolory. Za jeden punkt mocy możemy przemienić jeden metal w następny. Ważne, aby rurki je łączące miały ten sam kolor co nasza kość.
  • Zakup artefaktu – za 3 punkty mocy możemy kupić jeden z żetonów obecnych na planszy. Ogranicza nas kolor kości, gdyż zawsze wybieramy spośród dwóch płytek umieszczonych na polach w tym właśnie kolorze. Artefakty dają nam zdolności, których użyjemy po zakupie oraz gdy wykonamy transmutację wzdłuż fragmentu instalacji, przy której umieściliśmy kafelek.
  • Dobranie eksperymentu – karty doświadczeń będą dawały nam punkty oraz jednorazowe bonusy. Możemy je dobrać z księgi na planszy głównej, która jest zgodna z symbolem naszej kości. Wykonanie eksperymentu jest akcją dodatkową i wymaga poświęcenia konkretnego zestawu surowców, wskazanego w górnym, lewym rogu karty.
  • Odwrócenie zużytego artefaktu – za 1 punkt możemy ponownie uaktywnić żeton, którego użyliśmy już w tej rundzie.

W momencie, gdy gracz wykorzysta 3 kości, jego runda się kończy. Przenosi swój znacznik kolejności na tor przyszłej rundy na najbliższe wolne pole i czeka na pozostałych. Po rozegraniu 3 rund gra dobiegnie końca i podliczymy punkty. Do tych zdobytych podczas rozgrywki dodamy wartości z kart eksperymentów oraz publikacji.

W zależności od liczby formuł, które udało nam się umieścić w kamieniu filozoficznym, otrzymamy również pewną nagrodę. Formuły zyskujemy poprzez wykonanie pierwszego eksperymentu ze szkoły danego żywiołu, a także opłacając ich zakup złotem. Podobnie sprawa ma się z torem opanowania żywiołów, na którym przesuwamy się, wykonując transmutacje. Jeśli dojdziemy do mistrzowskiej wprawy, otrzymamy bonifikatę punktową. Oczywiście najwyższy wynik wygrywa!

Zamieszczony tutaj opis to bardzo duży skrót i uproszczenie. Mam jednak nadzieję, że przybliży Wam choć trochę sens mechaniki. Nie wspomniałem tu o wielu mniejszych i większych zasadach, jak chociażby reagowanie w turach rywali. Jeżeli chcielibyście poznać zasady dokładnie, zapraszam do filmiku Pawła z GeekFaktor TV, znajdziecie go tutaj. Te 48 osiem minut przyda Wam się również podczas opanowywania zasad gry.

Paweł nie wspomina o wariancie z dołączonymi kartami osiągnięć. To proste rozszerzenie, które dodaje nieco interakcji oraz “wyścigu”. Otóż spośród 16 kart do partii dołączymy 4 z nich. Każda będzie stawiać przed nami jakiś cel. Osoba, która spełni go jako pierwsza, otrzyma punkty zwycięstwa oraz niekiedy natychmiastowy bonus. Co ważne nie musimy tracić żadnych zdobytych elementów, po prostu musimy je posiadać. Wymaganie może dotyczyć np. ukończonych eksperymentów czy zdobytych artefaktów.


Recenzja

Trismegistus to świetna pozycja dla zaawansowanych graczy. Nawet jeśli macie już na swoim koncie niejeden tytuł, ten może okazać się wyzwaniem. Liczba powiązań pomiędzy elementami i długofalowe konsekwencje każdej decyzji mogą przyprawić o zawrót głowy. Sam podczas pierwszej partii czułem się nieco zagubiony.

Instrukcja nie należy do najkrótszych, jednak jest napisana w sposób przejrzysty i wyjaśniający wszystkie pojawiające się wątpliwości. Przez sporą liczbę szczegółów, przy pierwszej rozgrywce może nam umknąć parę niuansów, dlatego też polecam obejrzeć film z opisem zasad, aby dowiedzieć się, o czym zapomnieliśmy.

Pierwsze tłumaczenie zasad graczom do najłatwiejszych i najszybszych nie należy. Jest tak, ponieważ początkowo ikonografia na planszy nie jest zbyt czytelna. Szczególnie oznaczenia dwóch substancji nieustannie się mylą, a mimo obecności kart pomocy (które nie od razu łatwo zrozumiemy), ciężko jest zapamiętać nazwy występujące w grze: esencja, surowa i oczyszczona substancja, żywioł, eksperyment… Nazwy nie są oczywiście trudne, jednak z początku nie na tyle intuicyjne, aby zacząć się nimi sprawnie posługiwać.

Pierwsza rozgrywka (specjalnie używam liczby pojedynczej) była dość chaotyczna. Coś wiedzieliśmy, co chwila jednak coś sprawdzaliśmy. Szczególnie osoby słuchające tłumaczenia reguł miały problem z zapamiętaniem wszystkich informacji. Nie zniechęciło nas to, bo wiadomo, że w ciężkich grach złożoność zasad to norma, więc i tutaj trzeba uzbroić się w cierpliwość. W kolejnych było już znacznie łatwiej, a nawet karty pomocy zawierające m.in. końcową punktację, zaczynały być czytelne i użyteczne w chwilach zwątpienia.

Przy tej grze czujesz, że wszystkie możliwe zwoje w mózgu są rozpalone do czerwoności. Analizujesz ruch na 10 sposobów, tak aby zdobyć najwięcej możliwych punktów i to niekoniecznie w tym ruchu. Dróg do zwycięstwa jest wiele, jednak zbytnie rozdrobnienie na realizację celów może skutecznie uniemożliwić nam wygraną.

Na plus należy zaliczyć zróżnicowanie plansz dla każdego gracza. Zmiany nie wpływają specjalnie na podjętą przez nas taktykę, gdyż ograniczają się do różnych bonusów związanych z kamieniem filozoficznym, jednak dzięki temu rozgrywka za każdym razem może toczyć się w nieco inny sposób.

Wydawać by się mogło, że to niewiele, jednak w połączeniu z nieznaczną losowością kości czy dociągu kart, doświadczymy sporej różnorodności. Jeśli gry rządzone przez przeznaczenie napawają Was lękiem, to tu możecie spać spokojnie. Mimo tego, co napisałem powyżej, wszystko będzie w Waszych rękach. Duża liczba kości niweluje szansę na absencję pożądanego przez Was symbolu, aczkolwiek może on być słabszy, niż sobie wymarzyliście. Podczas gry możecie również zdobywać żetony eterycznych kości i kameleona, które pozwolą odpowiednio zwiększyć moc lub nadać kości dowolny symbol i kolor.

Trismegistus na pewno nie zaspokoi Waszego apetytu na interakcję. Wariant z kartami osiągnięć wprowadza nieco więcej tego elementu, aczkolwiek to nadal niewiele. Możliwość wykorzystania żetonów reakcji i skorzystania z wybranej kostki przeciwnika podczas jego tury to dodatkowy plusik do tego aspektu. Umożliwia nam także wykonanie dodatkowych posunięć oraz uwzględnienie wyborów przeciwników w nakreślaniu osobistych strategii.

Przez konieczność planowania ruchów z dość dużym wyprzedzeniem, rozgrywka jest podatna na paraliże decyzyjne. Mnogość możliwości oraz ich waga nie ułatwiają nam zadania. Mimo tego nie odczułem ich negatywnego wpływu na odbiór gry, ponieważ zawsze mamy czas do namysłu nad kolejnymi ruchami. Sytuacja na planszy z reguły nie zmienia się na tyle drastycznie, aby wszystkie nasze przemyślenia trzeba było wyrzucić do kosza. Moglibyście teraz pomyśleć, że gra zajmie Wam wieki, a tak nie będzie. Jak na tak skomplikowaną pozycję, czas rozgrywki zachęca do kolejnych partii. Pudełkowe 120 minut jest realne, choć w pełnym składzie możecie częściej zbliżać się do 3 godzin. Wiele zależy od tego, jak szybko podejmiecie decyzję.

Granie w cztery osoby nie jest jednak absolutnie koniecznie, aby czerpać z gry to, co najlepsze. Osobiście preferuję dwuosobowe pojedynki, ewentualnie trójstronne starcia, które są krótsze, a przy tym dostarczają tych samych wrażeń.

Czy recenzujemy dla Was kolejne suche euro? Poniekąd tak, aczkolwiek zdania były w tym elemencie podzielone. Mimo wszystko mechanika nie jest kompletnie oderwana od tematu. Szczególnie transmutowanie metali pozwala wczuć się w rolę. Grafiki dodadzą coś od siebie i przy odrobinie chęci możecie zacząć widzieć siebie w kitlach. Z mojej perspektywy poziom klimatu jest na całkiem przyzwoitym poziomie.

Podsumowanie

Trismegistus na początku zachęcał głównie grafiką i wykonaniem. Wiadome było, że to ciężki kaliber, a taki właśnie misie lubią najbardziej. Po pierwszych partiach zacząłem jednak żałować swojego wyboru. Po kilku turach w mojej głowie panował chaos i czułem, jakbym przechodził obok rozgrywki. Na szczęście testowanie dla Was gier zmusza do kolejnych podejść!

Gdy w końcu moja głowa przestawiła się na odpowiednie tory, wszystko nabrało sensu, a świat stał się kolorowy. Coraz więcej świadomych wyborów, próby obrania innej ścieżki, analiza błędów, a co najważniejsze ogromna przyjemność z gry, nie tylko z wygranej! W końcu wszystko to odnalazłem w pudełku Trismegistusa.

Grę polecam zaawansowanym graczom, ponieważ ocena ciężkości z BGG 4,01/5 jest w pełni zasłużona. Nasza głowa rozgrzana do czerwoności, raczej nie pozwoli nam zagrać drugi raz z rzędu, jednak w mojej opinii absolutnie nie dyskwalifikuje to Trismegistusa. Na pewno nie jest to pozycja, którą odłożycie na półkę po paru partiach, a więc tym bardziej zachęcam do jej wypróbowania. U nas wywołała wśród grona odbiorców pozytywne uczucia, z niewielką domieszką irytacji spowodowanej trudnością rozgrywki, szczególnie na początku. Nie spocznijcie na jednej próbie, a być może tak jak ja odnajdziecie przyjemność, przemieniając ołów w złoto!


Mocne strony:

  • możliwość planowania swoich posunięć do przodu,
  • wiele dróg do zwycięstwa,
  • złożona i wymagająca mechanika,
  • świetne skalowanie,
  • dobrze napisana instrukcja,
  • niewielki wpływ losowości na podejmowane decyzje,
  • świetna jakość wykonania.

Słabe strony:

  • paraliż decyzyjny,
  • ikonografia początkowo może sprawiać problemy.

Przydatne linki:

Link do strony wydawnictwa

Profil gry w serwisie Board Game Geek


Jeśli chcesz być na bieżąco i podoba Ci się nasz serwis, to zachęcamy do polubienia nas na facebooku.


Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Lucrum Games. Bardzo dziękujemy!

Lucrum Games

3 thoughts on “Recenzja #262 Trismegistus: Ostateczna formuła”

  1. No szczerze mówiąc jestem wyjątkowo zdziwiony tymi zachwytami nad graficzną oprawa. Moim zdaniem to jest cos co w tej grze kuleje okrutnie. Mówię głównie o głównej planszy, która może mogłaby uchodzić za atrakcyjną jakieś 10 lat temu.
    Nie jestem jakimś super klimaciarzem, gram głównie o ile nie wyłącznie w euro i nie boli mnie oprawa w Zamkach Burgundii, ale tutaj az prosiło się o oprawę w stylu Alchemików. Może nie tak infantylną ze wzg. na występujące postacie i “powagę” gry, ale te proste grafiki na planszy głównej w ogóle nie budują klimatu. Wyglądają jak uprzątnięty stół w klasie chemicznej w gimnazjum, a nie jak pracownia alchemika.
    Planszowki są akceptowalne, ale można się było pokusić o zastąpienie tych cudownych strzałek transmitancji jakimiś rurkami miedzianymi albo czymś takim.
    Tak jak napisałem dziwią mnie te zachwyty.

    1. Dzięki za komentarz, zawsze warto wysłuchać odmiennych opinii 🙂
      Dokładnie tak jak pisałem, grafika nie jest mistrzowska, mogłaby być lepsza, ale mnie się podoba. Nie wiem jak wyglądałby zakład alchemika, ale propozycja artysty przywodzi mi na myśl jakieś XVIII wieczne laboratorium. Jak najbardziej mogę się zgodzić, że rurki łączące szkło są słabym elementem. Całość jest jednak całkiem niezła, naszym zdaniem. Nawet jeśli graficznie Ci nie odpowiada, to mechanicznie gra powinna nadrobić ten minus z nawiązką 🙂

  2. * oczywiscie miałem na myśli planszetki i transmutację 😉
    W grę nie grałem, ale jest mocno na celowniku. Jakby miała niespartoloną grafikę to już by pewnie była na półce….

Dodaj komentarz