Zagrano do stołu #1

“Zagrano do stołu” to nowa seria w naszym serwisie, która będzie pojawiała się w mocno nieregularnych odstępach. Będziemy tutaj zbierali opinie naszych recenzentów na temat gier, które z jakichś powodów znalazły się na stole. Będą to nowości, jak i starsze tytuły. Wszystkie opinie znajdziecie również na naszym fanpage’u na Facebooku. A więc jeśli śledzisz go regularnie, to nie znajdziesz tutaj nic nowego.



Katarina

Elekt – jedna z lepszych karcianek 2019 roku! Negatywna interakcja, piękne grafiki, ciekawe umiejętności, szybka rozgrywka i jeszcze więcej negatywnej interakcji! Jest moc!

W pełni się zgadzam – Adrian

Nasza recenzja tutaj

The Gallerist – tej gry zapewne nie musimy Wam przedstawiać. Dla nas będzie to jedna z najbardziej ogrywanych gier euro tego roku – no przynajmniej zanim nie przyjdą kolejne nowości, które zabiorą nam cały wolny czas. Mimo owianą legendą o ciężkości tej pozycji, przyznajemy, że pozwala się ona nam zrelaksować i daje dużo satysfakcji!

Nasza recenzja tutaj

Maracaibo – jedna z nowszych pozycji, która trafi w tym roku na polskie półki. Bardzo przyjemny tytuł, pozwala na wiele decyzji i dróg do zwycięstwa. Jak lubicie Great Western Trail to musicie spróbować!

Valeria: Wioski – przyjemna karcianka, która za obecna cenę na rynku jest zdecydowanie super filerem! Łatwo, szybko i ładnie!


Adrian G.

Fantastyczne Światy trafiły na mój stół nie przypadkiem. Śledząc w miarę regularnie innych recenzentów natrafiłem na bardzo pochlebne opinie dotyczące gry Fantastyczne Światy od wydawnictwa Rebel. Jako, że ostatnio pojawiła się okazja i dorwałem tę małą grę w promocyjnej cenie, a trwający u nas remont mieszkania nie pozwala na wyciągnięcie czegoś większego, to idealny moment by przekonać się o jej tytułowej fantastyczności.

I tak, inni mają bardzo dużo racji. Fantastyczne Światy to fantastyczna gra o budowaniu własnego mini królestwa składającego się tylko z 7 kart. Gra w zasadzie nie posiada zasad i jest bardzo szybka, a jednocześnie wymaga od nas sporego móżdżenia i zaangażowania. Na pudełku widnieje informacja, że gra jest przeznaczona dla od 3 do 6 graczy, jednak w instrukcji znajduje się opisany wariant dla dwóch graczy i sprawdza się on znakomicie.

Na razie zagraliśmy tylko dwie partie i grało nam się bardzo przyjemnie, chcemy więcej, bo czujemy, że ta gra może nam jeszcze sporo pokazać. Karty i kombinacje na nich są tak zróżnicowane, że gra wydaje się posiadać niemal nieskończoną regrywalność. Jak jest w praktyce, to się jeszcze okaże, a na razie siadamy do kolejnej partyjki i zachęcamy Was do spróbowania.

Na Tash Kalar od wydawnictwa Rebel polowałem od dawna. Jednak w lawinie nowości nigdy nie starczało budżetu na zakup tego tytułu. Ostatecznie udało się go dostać na promocji i wiecie co? Żałuję, że nie trafił do mnie wcześniej. Co gorsza, przeleżał na mojej półce wstydu jakieś 3-4 miesiące. Ostatecznie udało się go wyciągnąć, przeczytać instrukcję i zagrać kilka partii.

Jestem bardzo, Bardzo, BARDZO pozytywnie zaskoczony. Logiczna, taktyczna, abstrakcyjna gra autorstwa Vlaady Chvátila dodatkowo z niesymetrycznymi taliami – cud miód (można również grać symetrycznie). Ile tutaj jest możliwości, to aż niesamowite, a dodatkowo możemy dokupić dodatkowe talie z nowymi mechanikami. Dla mnie odkrycie roku i pewne miejsce w pierwszej 10 najlepszych gier planszowych.

Podcast Pełną Parą piszę o Tash Kalar w jednym z komentarzy:

Od momentu napisania recenzji kilka dobrych lat temu, aż do dziś jeden z naszych ulubionych abstraktów. Bardzo wymagający (serio, to nie jest prosta i czytelna gra), angażujący w partię w 100%, ale też niosący masę satysfakcji z rozgryzania kolejnych układów glifów. Polecamy, póki wciąż jest na sklepowych półkach!

Polecamy ten podcast – rzetelnie i na temat.

Włościanie od IUVI Games wylądowały u nas na stole po raz trzeci i za każdym razem kręcimy coraz lepsze wyniki. Tym razem 137 pkt, ale dwójka spekulantów z jednego z mini dodatków z pewnością pomogła.

Wykonanie jest bardzo dobre, a grafiki włościan przypadły nam do gustu. Karty są czytelne, a w tego typu grach jest to niezwykle ważne. Zasady gry są proste, a rozgrywka niezwykle satysfakcjonująca. Tworzymy tutaj łańcuchy produkcyjne z tytułowych Włościan, którzy akurat przechadzają się niedaleko wioski, szukając pracy w swojej profesji. Możemy ich zatrudnić w naszej wiosce, ale aby np. kamieniarz mógł się zająć swoim fachem, potrzebny nam będzie górnik, strzecharz potrzebuje siana od kosiarza itd. Łańcuszki produkcyjne są krótkie, ale lista zależności między nimi jest szeroka. Mamy tutaj draft, budowanie stołu, tworzenie setów oraz odrobinę push your luck.

Udało mi się zagrać również w tryb solo i jest on ciekawie zrealizowany i przyjemny. Mierzymy się tutaj z wirtualnym graczem “Hrabiną”, której pokonanie nie należy do najłatwiejszych zadań. Pojawiają się również losowe wydarzenia, na które musimy na bieżąco reagować. Dla fanów trybów jednoosobowych – bardzo ciekawa propozycja.

Włościanie po pierwszych testach wydają się dla mnie bardzo dobrą grą. Jeśli chcecie poznać szerszą opinię, to musicie jeszcze trochę poczekać na pełną recenzję, ale raczej się ona nie zmieni.

Z czystym sumieniem polecam! a pełna recenzja już niebawem.


Kamila

Akcja #zostanwdomu #grajwplanszowki sprzyja długim rozgrywkom, ale między nimi chętnie wyciągamy krótsze przerywniki. Jednym z nich jest Welcome to… Miasteczko marzeń od REBEL.

Gra osadzona jest w amerykańskim klimacie lat 50., w której wcielamy się w konkurujących ze sobą architektów projektujących osiedla. Naszym zadaniem jest zaplanowanie takiego rozmieszczenia domów, aby przyniosły nam jak najwięcej punktów na koniec gry. Zdobywamy je na przykład za wybudowanie parków, basenów i realizację planów miejscowych, zanim zrobią to nasi przeciwnicy. Musimy jednak pamiętać, że nieodpowiedni projekt może nas kosztować brakiem pozwolenia na budowę, co niesie za sobą utratę punktów.

W Welcome to… zagramy w dowolną liczbę osób, które swój ruch wykonują jednocześnie. Nie ma więc mowy o przedłużającej się rozgrywce. To około pół godziny przyjemnego kombinowania, choć częściowo jesteśmy też zależni od losowości pojawiających się kart. Lekka, o niskim progu wejścia, wydana w przyjemnej dla oka oprawie graficznej – nam się podoba!

Ostatnio Piotrek wrzucił na bloga recenzję jednej z najbardziej rozpoznawalnych gier – 7 Cudów Świata. Wiemy jednak, że nie zawsze łatwo znaleźć do rozgrywek odpowiednio dużą ekipę.

I wtedy możemy sięgnąć po wersję przeznaczoną dla dwóch osób – mowa oczywiście o 7 CŚ: Pojedynku od REBEL, który od kilku lat utrzymuje się w Top 100, a nawet Top 20 notowania BGG! Nie ma czemu się dziwić. W niewielkim, poręcznym pudełku o idealnie dopasowanej wyprasce znajduje się zestaw kart zapewniających niesamowicie wciągającą rywalizację. Przejście przez kolejne trzy ery zostało bardzo dobrze dopracowane, dzięki czemu odczuwamy rozwój technologii i wpływ naszych poprzednich decyzji na aktualnie dobierane karty. Jeśli na początku gry nie zadbamy o zapewnienie sobie drewna czy kamieni, skutki tego będą nas drogo kosztować. A cuda same się nie wybudują! I chociaż zasady gry są proste do przyswojenia, a symbole na kartach intuicyjne, to gra wymaga od nas zaangażowania i czuwania nad tym, co robi nasz przeciwnik. Dzięki temu Pojedynek nie jest grą jedynie dla początkujących graczy, choć i oni będą czerpali z niej wiele przyjemności. Do tego możliwość wyboru drogi do zwycięstwa, krótki set-up, przyjemna tematyka … Moim zdaniem – pozycja obowiązkowa!

Przyznam szczerze, że chociaż bardzo cenię 7 Cudów Świata, to jednak jej młodsza wersja dla dwóch graczy zdecydowanie częściej gości na naszym stole.

Piotrek

A tak o to prezentuje się nasza gwatemalska dżungla po eksploracji w grze Tikal.

Gra wygląda fenomenalnie. Mechanicznie nie stwierdzilibyście, że ma tyle lat. Gra się bardzo przyjemnie, choć nie jest najłatwiej. Każde głupie wydanie punktu akcji może nas słono kosztować. Prawdopodobnie nie najłatwiejszym zadaniem będzie też gonienie przeciwnika, ale to jeszcze sprawdzimy.

Gra dostarcza dużo frajdy. Z jednej strony bardzo dużo zależy od naszego planu (w tym długofalowego), z drugiej kafle i żetony skarbu wchodzą losowo. Zapewne po kilku partiach będzie inaczej, kiedy poznamy kafle i będziemy wiedzieć co nadchodzi ( są podzielone na 7 bloków po kilka kafli, więc po ich Poznaniu losowość będzie mniej odczuwalna), na ten moment to ciekawa i pięknie wyglądającą gra, która intryguje i wymaga dalszego poznania


Jeśli chcesz być na bieżąco i podoba Ci się nasz serwis, to zachęcamy do polubienia nas na facebooku.

Leave a Reply