Recenzja #386 Nieustraszeni: Normandia

Gry wojenne to duży i szeroki segment, który wydaje się niejako wyodrębniać od pozostałych gier planszowych w nowoczesnym wydaniu. Są jednak tytuły próbujące nas – wojennych laików zachęcić do wejścia w ten świat. Nieustraszeni: Normandia to właśnie jeden z nich!


Informacje o grze

Autor gry Nieustraszeni: Normandia – Trevor Benjamin, David Thompson

Ilustracje: Roland MacDonald

Wydawnictwo: Ogry Games

Liczba graczy: 2

Czas gry:  45-60 minut

Wiek: 14+

Mechaniki w grze: Deck, Bag, and Pool Building, Dice Rolling, Modular Board, Simulation


Nieustraszeni: Normandia – przegląd elementów

Na wstępie zaznaczę, że w moje ręce trafiła angielska wersja gry i to do jakości tych elementów się odniosę. Mam jednak nadzieję, że polskie wydanie nie musiało zostać okrojone, gdyż wydawniczo jest to pierwsza klasa.

Ja tylko popatrzę

Wyjątkowo zacznę od grafiki, która urzekła mnie w wielu miejscach. Od pudełka, poprzez karty, na kaflach terenu kończąc! Jest prosto, nieco rysunkowo i barwnie, a efekt końcowy zachwyca. Niezwykle miło patrzy się na portrety naszych wojaków, czy miasta, które zamierzamy odbić. Zdecydowanie piątka z plusem!

Przede wszystkim jakość!

Solidne, grube pudło skrywa element, który zawsze dopieszcza wytrawnych graczy, czyli wypraskę. Wszystkie komponenty mieszczą się w niej idealnie. Pionowe postawienie pudła może nadal trochę namieszać w żetonach, jednak zawsze większość zawartości pozostanie tam, gdzie ją włożyliśmy. Miejsca na karty mają trochę luzu, co daje nadzieję miłośnikom koszulkowania, choć obawiam się, że zakoszulkowana talia może wystawać ponad obrys wypraski.

Sam jednak nie zastosowałem tego zabiegu, ciesząc się bezpośrednim obcowaniem z moją talią. Egzemplarz wędrowny troszkę partii miał już za sobą, więc na brzegach kart widać minimalne ślady użytkowania. Poza tym jednak karty są dość sztywne i w dotyku przypominają nieco plastik. Znawcą tematu nie jestem, więc finalnie nie określę cóż to za zabieg, jednak zdecydowanie warto myśleć o nim w grach częściej.

Kafle planszy są grube, dwustronne i raczej bardzo wytrzymałe, podobnie jak żetony jednostek obu stron. Oprócz nich czeka na Was jeszcze kilka rodzajów kartonowych znaczników, a więc wszystko odbywać się będzie w dwóch wymiarach.

Czy figurki są niezbędne?

W tym temacie zdania się podzieliły. Sam uwielbiam prezentację Nieustraszonych na stole i świetna grafika zastępuje mi figurki idealnie. Swego czasu byliśmy jednak z żoną miłośnikami Memoir 44′ i dla niej figurki (mimo iż nie pierwszych lotów) tworzyły klimat. Tutaj ciężej było jej się przenieść na pola Normandii, co obniżyło znacząco jej notę dla Nieustraszonych. Wydaje się więc, że to kwestia indywidualna, rozstrzygana empirycznie.


Nieustraszeni: Normandia – zasady gry

Talia to podstawa

Rozgrywka w Nieustraszonych opiera się zarówno na budowaniu jak i niszczeniu talii. Po początkowym rozłożeniu kafli oraz żetonów zależnym od scenariusza, tworzyć będziemy początkową talię oraz rezerwę, również opisaną w księdze scenariuszy. W trakcie rozgrywki karty dowódców będą pozwalały nam dobierać dodatkowe karty do talii. W dowolnym momencie możemy też zdecydować się posłać kartę z ręki na “ławkę”. Wydawać by się to mogło głupie, jednak karty w rezerwie nie mogą zostać trafione i wyeliminowane z gry!

Let’s get ready to rumble!

Do akcji mniej widowiskowych przejdziemy za chwilę, w końcu tu chodzi o walkę! Zastosowane rozwiązanie jest bardzo proste, a sposób zadawania obrażeń nadaje mu kolorytu. Otóż każda jednostka na planszy ma nadrukowaną wartość obrony. Podobna wartość widnieje na kafelkach terenu. Dodając do tego +1 za każde pole dzielące atakującego od obrońcy, otrzymujemy ostateczną wartość obrony naszego celu. Pozostaje nam teraz tylko rzucić 10-ściennymi kośćmi. To ile z nich wykorzystamy zależy od rodzaju jednostki. Dla przykładu strzelcy rzucają 1 kostką, a operatorzy karabinów maszynowych dwoma. Jeśli na dowolnej z nich wypadnie suma równa bądź wyższa obronie celu lub też zero będące bezwzględnym trafieniem, możemy wznieść okrzyk radości!

Teraz najciekawsza część. Jeśli zostaliśmy trafieni, musimy odrzucić kartę odpowiadającą rannej jednostce. Robimy to według z góry ustalonej hierarchii: ręka > pole gry (czyli zagrane już przez nas w tej rundzie karty) > stos kart odrzuconych > talia. Nigdy nie ruszamy kart z rezerwy. Jeśli nie mamy już czego odrzucić, to żeton wypada z gry. W przypadku, gdy nie włożyliśmy do talii jeszcze wszystkich kart z rezerwy odpowiadających zaatakowanej jednostce, to dobierając te karty, mamy szansę przywrócić jednostkę do życia.

Ruch to podstawa

Przemieszczanie się zostało w Nieustraszonych uproszczone do minimum. Kluczowi w tym względzie są zwiadowcy, którzy muszą najpierw zrobić rekonesans, aby reszta oddziału mogła ruszyć w bój. Wyjątek to snajperzy, przedzierający się przez nieznane. W momencie, gdy zwiadowca wchodzi na nieznane dotąd pole, kładzie na nim żeton zwiadu. Negatywną konsekwencją tej czynności jest równoczesne dołożenie do naszego stosu kart odrzuconych – kart mgły wojny – czyli klasycznego zapychacza. Karty zwiadowców mogą być używane do ich usuwania w trakcie gry.

Co jeszcze

Oczywiście dostępnych akcji jest trochę więcej, wiele zależy tutaj od rodzaju jednostki. Karty dowódców pozwolą nam dobierać karty z rezerwy, ale również dodatkowe karty z talii, czy też aktywują ponownie już zagraną kartę. Strzelcy mogą przejąć kontrolę nad niekontrolowanym przez przeciwnika kafelkiem na którym nie ma jego żetonów, zaś cekaemiści mają możliwość przygwożdżenia przeciwnika ogniem zaporowym. Przez wszystkie te możliwości z łatwością przeprowadzą Was scenariusze, gdyż każdy kolejny wprowadza do gry dodatkowe opcje.

Halo, co z rozgrywką?

Już śpieszę z odpowiedzią. Na początku każdej rundy gracze dobierają cztery karty z talii. Jedną z nich zagrywają jako inicjatywę, aby określić kto tym razem rozpocznie działania. Pozostałe trzy będą służyć do wykonania akcji. Zagranie karty pozwala na odpalenie jednej z kilku dostępnych na niej możliwości. Gdy pierwszy gracz wykorzysta wszystkie swoje opcje, przychodzi czas na przeciwnika. Tak będziemy się zmagać, aż do momentu gdy jedna ze stron osiągnie cel scenariusza. Może to być zdobycie odpowiedniej liczby punktów celu rozmieszczonych na planszy lub też zatrzymanie wroga poprzez eliminację jego strzelców z planszy. Po osiągnięciu celu, rozgrywka kończy się natychmiast.


Recenzja gry Nieustraszeni: Normandia

To naprawdę proste!

Wspominałem już, że swego czasu byłem miłośnikiem Memoir 44′, mogę więc śmiało porównać złożoność zasad w obu grach i wypada ona korzystniej dla Niuestraszonych. Nie znajdziecie tutaj specjalnych obostrzeń odnośnie ruchu po różnych rodzajach terenu, nie ma dodatkowych barykad z worków z piaskiem, czy wyznaczania linii strzału. Naprawdę łatwo będzie Wam wejść w system gry, czy później wciągnąć w niego kolejnych graczy. Choć w moim domowym duecie opinie są w tym względzie podzielone, ponieważ drugiej połówce brakuje tej odrobiny możliwości taktycznych.

Dla mnie jednak znacznie istotniejsze jest zdecydowanie lepsze wykorzystanie kart. Oparcie gry na budowaniu talii okazało się świetnym i idealnie pasującym posunięciem. Oczywiście nadal pechowy dociąg boli, a felerne rzuty kostką 6 razy z rzędu powodują zmianę fryzury “na łyso”, mimo to ma się poczucie większego wpływu na to co się dzieje. Losowości nadal jest dużo, aczkolwiek ukierunkowano ją lepiej, dzięki czemu łatwiej ją zaakceptować.

Tak banalne, a tak dobre!

Na moje największe uznanie zasłużył sobie system trafień niszczący karty z talii. Ten wydawałoby się prosty mechanizm świetnie obrazuje zmniejszenie potencjału naszej jednostki, przy zachowaniu zdolności operacyjnej. Im mniej kart w talii tym rzadziej będziemy mieli możliwość wykonywania akcji danym żetonem, aż do momentu, gdy na planszy pozostanie ostatni ranny żołnierz, który po wzięciu do niewoli kończy historię dumnego oddziału. Co więcej, rozpoczynając turę jako pierwszy mamy możliwość trafienia w karty znajdujące się na ręce przeciwnika i dzięki temu ograniczyć jego możliwości. To niekiedy bardzo boli! Gdyby ograniczyć nieco losowość samej walki, to całość elementu konfrontacyjnego oceniłbym na 10/10.

Płynność

Proste mechanizmy sprawiają, że gra przebiega bardzo sprawnie. Paraliżu decyzyjnego raczej tu nie doświadczycie. Mimo to w zależności od scenariusza spędzicie przy stole 45-60 minut. Kiedy nabierzecie doświadczenia powinniście być bliżej niższej wartości. Tak czy siak nie zauważycie kiedy upłynął ten czas.

Perfekcyjne wykonanie

Co prawda w moje ręce trafiło wydanie angielskie, więc nie mogę w 100% stwierdzić, czy polska edycja wygląda identycznie, ale jakość mojego egzemplarza jest wyśmienita mimo drobnych śladów użytkowania. Bardzo podoba mi się szata graficzna, która razem z dodatkowym opisem historii plutonu wykorzystanej w tym tytule, pozwala nam odrobinę wczuć się w klimat II WŚ. W pudełku znajdziecie wyśmienitą wypraskę, grube kafle i żetony oraz solidne karty, które mimo przyjemności z obcowaniem z nimi mogą nieco oberwać na brzegach podczas wielu partii. No i co najważniejsze całość pięknie prezentuje się na planszy. Tylko to przygotowanie….

Tylko ten setup

Jak w każdej podobnej grze jest to temat kłopotliwy. Przez długi czas również dla mnie był to minus i to spory. Aż do czasu, gdy żona, z precyzją menagera lotniska, zarządziła wspólne rozkładanie. Jeżeli będziecie w stanie dobrze współpracować w tym elemencie, rozkładając elementy niemalże jednocześnie, to cały proces staje się bardzo akceptowalny!

Podsumowanie

Nieustraszeni: Normandia to dla mnie, zwykłego gracza niestrudzenie szukającego wojennego klimatu, pozycja niemal idealna. Świetnie wykonana, dynamiczna, z losowością zaakcentowaną w odpowiednich miejsca i bardzo udanym wykorzystaniem mechaniki budowania talii!

W umysłach graczy naturalnie porównywana będzie do Memoir 44′ czy Heroes of Normandie. Druga pozycja jest mi niestety obca, jednak klimat tej pierwszej na pewno czuć. W Nieustraszonych dodatkowe reguły odnośnie ruchu, czy też wyznaczanie linii widzenia, uproszczono na rzecz ciekawszego mechanizmu ordynowania akcji i bezpośredniej walki. Mimo to uznałbym obie za podobnie skomplikowane i umieścił na półce obok siebie. Jak już wspomniałem opinie w moim dwuosobowym zespole są podzielone co do wyższości jednej gry nad drugą, musicie więc odpowiedzieć sobie na pytanie na czym zależy Wam bardziej. Do pełni szczęścia euro gracza brakuje tylko odrobinę mniej losowości, jednak może tak jak i ja, jesteście w stanie ją zaakceptować. Szczerze polecam!


Mocne strony:

  • wykonanie,
  • szata graficzna,
  • świetne wykorzystanie mechaniki budowania talii,
  • dynamiczna rozgrywka,
  • wiele emocji podczas gry,
  • proste zasady.

Słabe strony:

  • przygotowanie gry (przy braku świetnej organizacji pracy),
  • mimo wszystko sporo losowości.

Przydatne linki:

Grę najtaniej kupisz tutaj

Link do strony wydawnictwa

Profil gry w serwisie Board Game Geek


Jeśli chcesz być na bieżąco i podoba Ci się nasz serwis, to zachęcamy do polubienia nas na facebooku.


Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Ogry Games. Bardzo dziękujemy!

Ogry Games

Leave a Reply