Recenzje

Recenzja #765 Moje małe Everdell

Moje małe Everdell to przepięknie ilustrowana gra planszowa, osadzona w świecie leśnych zwierzątek. Wprowadź swoje dzieci do świata gier ekonomicznych i strategicznych przy wspaniałej zabawie! Zbierajcie surowce, budujcie wymyślone miasteczko i zbierajcie specjalne żetony parad. Komu uda się zdobyć najwięcej punktów?


Informacje o grze

Autor gry Moje małe Everdell: James A. Wilson, Clarissa A. Wilson

Wydawnictwo: Rebel

Liczba graczy: 1-4

Czas gry: 30-60 minut

Wiek: 6+


Gra została przekazana mi bezzwrotnie w ramach recenzji od wydawnictwa Rebel. Wydawnictwo Rebel nie miało wpływu na kształt mojej opinii/niniejszej recenzji.

Współpraca reklamowa z Ceneo.pl



Od jakiegoś czasu możemy zaobserwować trend, pojawiania się uproszczonych wersji najpopularniejszych gier planszowych. Sama jestem fanką tego pomysłu, gdyż wiadomo, że dzieciaki obserwują dorosłych, zachwycają się grami i chciałyby dołączyć do zabawy na równych prawach co rodzice. Niestety nie zawsze jest możliwe. Przeważnie „dorosłe” gry mają nieco zbyt skomplikowane zasady i dzieci po prostu nie miałyby żadnych szans w uczciwej rozgrywce. Z pomocą przychodzą nam wtedy wersje junior, w których „czuć ducha” danej gry, zasady są jednak mocno uproszczone. Bardzo ucieszyłam się na wieść o wydaniu Mojego małego Everdell. Moje dzieci zawsze z utęsknieniem patrzyły na te wszystkie słodkie figurki, zwierzątka i błyszczące surowce… Jesteście ciekawi, czy gra się u nas sprawdziła i, czy został zaspokojony „głód Everdell„? Zapraszamy do recenzji!

Zapraszamy do świata Everdell

Moje małe Everdell prezentuje się przepięknie! Karty mają nieco uproszczone ilustracje w stosunku do dorosłej wersji gry, ale zostały zachowane w podobnym stylu. Charakteryzują się ciepłymi barwami i delikatną kreską. Na każdej karcie znajdziemy symbole, które pomogą dopasować ją do danej kategorii, informacje o punktach, które przyniesie na koniec gry oraz o efekcie, który zapewnia. Większość kart ma nadrukowane surowce, które musimy za nie zapłacić i, które otrzymamy w zamian. Niektóre karty mają jednak krótkie opisy. Na szczęście szybko można je zapamiętać, więc nieczytające dzieci nie powinny mieć z nimi większego problemu.

Jeśli chodzi o samo wykonanie gry to mam tutaj kilka zastrzeżeń i dotyczy to głównie elementów do samodzielnego wypychania z wypraski. Skrzyneczki na zasoby bardzo ładnie się prezentują, ale ich wypchnięcie bez uszkodzeń, a następnie odpowiednie złożenie to czyn prawdziwie ekwilibrystyczny. Mnie niestety nie udała się ta sztuka (i to zarówno w polskiej, jak i w angielskiej wersji gry), więc moje skrzyneczki są w niektórych miejscach brzydko rozwarstwione… Również wypychane monetki nie zawsze „wychodziły” bez problemu i niektóre noszą na sobie ślady tej operacji.

Pozostałe elementy gry prezentują się porządnie, największą furorę wśród dzieciaków robią jednak oczywiście jagódki, żywica i drewienka oraz drewniane zwierzątka… Instrukcja jest dość sprawnie napisana, a zasady są dobrze wyjaśnione i poparte przykładami. Podoba mi się również cienkie pudełko, w które zapakowano Moje małe Everdell. Gra nie zajmuje na półce zbyt wiele miejsca…

Zarys Rozgrywki

Rozgrywka w Moje małe Everdell nie jest skomplikowana i skupia się przede wszystkim na dwóch mechanikach. Pierwsza z nich to wysyłanie swoich pionków na różne pola w celu zebrania surowców (worker placement). Druga to budowanie swojego miasteczka (tableau building). Obie zostały mocno uproszczone, tak aby dzieci nie miały problemu ze sprawną obsługą gry. Pól, na które możemy wysłać naszych robotników jest niewiele, co więcej na każdym z nich (oprócz pól z kostkami) może stać ich kilku. Również kupowanie kart do swojego miasteczka nie jest zbyt trudne, gdyż można to zrobić w każdej turze, a same karty nie są zbyt drogie i dość łatwo można uzbierać wymagane przez nie surowce.

Podczas rozgrywki istotne jest również zbieranie żetonów parad, gdyż mogą nam one zapewnić potężny zastrzyk punktów na koniec gry. Na każdym żetonie znajdują się wymagania, które należy spełnić by móc go otrzymać. Rozgrywka trwa cztery rundy, w każdej z nich wysyłamy 3 nasze zwierzątka po surowce i możemy zagrać 3 karty do naszego miasteczka. Pod koniec liczymy punkty z kart, żetonów parad oraz za niewykorzystane surowce, które nam pozostały.

Recenzja

Moje małe Everdell to bardzo dobrze przygotowana gra dla młodszych graczy. Oczywiście można próbować grać z dzieciakami w „duże” Everdell, ale zarówno one, jak i my nie będziemy mieć z tego takiej frajdy, jak zagranie w prostszą wersję. Dlaczego? Przede wszystkim mamy tutaj większą możliwość pozyskiwania potrzebnych surowców, które płyną do nas szerokim strumieniem, zarówno z wysyłania naszych figurek na planszę, jak i z naszych kart produkcji. Nie mamy wrażenia, że ciągle czegoś brakuje, a nawet jeśli czegoś nie mamy, to za chwilę możemy to zdobyć. Właściwie w każdej turze stać nas na jakąś kartę, a nasze miasteczko rośnie w oczach.

Samo zwycięstwo nie jest już jednak takie łatwe, bo gracze muszą się nieco nagimnastykować, aby je sobie zapewnić. Dzieciaki muszą dokładnie obserwować, czego im brakuje do zdobycia żetonów parad i muszą starać się zakupić odpowiednie karty, zanim ktoś sprzątnie je im sprzed nosa. Niektóre karty pozwalają również punktować za symbole danego typu, swoje miasteczko trzeba więc tworzyć z głową. Nie czuć tutaj jednak jakiejś wielkiej interakcji, oczywiście możemy kupić kartę, którą ktoś wcześniej sobie upatrzył, ale potem nie mamy już wpływu na czyjeś karty.

Warto wspomnieć również o trybie solo, w którym możemy wybrać naszego przeciwnika: Księcia Barwinka lub Królewnę Podbiałkę. Rozgrywka w tym trybie jest bardzo prosta, a automa wpływa jedynie na dostępność kart. Wystarczyć rzucić kostką i odrzucić jedną z kart wskazaną na karcie. Dzieci mogą więc bawić się grą nawet same!

A co, jeśli młodsze dzieci grają wraz z dorosłymi lub starszym rodzeństwem? O tym również pomyślano, gdyż najmłodsi mogą zagrać z dodatkowymi kartami kapitana i fortu na starcie, które przyniosą im, co rundę dodatkowe surowce! 6-latki powinny spokojnie sobie z grą poradzić, chociaż tak jak wspominałam, na niektórych kartach są nieco dłuższe opisy. Wystarczy jednak, że ktoś przeczyta lub wytłumaczy kartę dokładaną na rynek i gotowe!


Podsumowanie

Moje małe Everdell to przepiękna gra, którą moje dzieci naprawdę się zachwyciły. Spodobała im się prosta, ale bardzo absorbująca rozgrywka, w której mają wpływ na budowanie swojego miasteczka oraz wspaniałe ilustracje. Gra wędruje do naszej topki gier dla dzieci i myślę, że będzie często wracała na nasz stół. Jeśli podoba Wam się klimat Mojego małego Everdell, a będzie grać w gronie samych dorosłych, wybierzcie jednak zwykłe Everdell, które jest sporo bardziej wymagające. Bardzo polecamy obie gry, gdyż idealnie nadają się do rodzinnych rozgrywek!

Ps. W pudełku z Moim małym Everdell znajdziecie również promkę Przedszkole, którą możecie dołączyć do „dorosłej” gry!


Mocne Strony:

  • przepiękne ilustracje,
  • proste zasady rozgrywki,
  • czuć „ducha Everdell”,
  • świetne wprowadzenie do świata gier strategicznych i ekonomicznych,
  • urocze zasoby i drewniane figurki,
  • szybka rozgrywka,
  • prosty wariant solo, dzięki czemu dzieci mogą grać samodzielnie.

Słabe Strony:

  • rozwarstwiające się pudełeczka na żetony!

Przydatne linki:

Grę najtaniej kupisz tutaj

Link do strony wydawnictwa

Profil gry w serwisie Board Game Geek


Jeśli chcesz być na bieżąco i podoba Ci się nasz serwis, to zachęcamy do polubienia nas na facebooku.


Natalia Jagiełło

Od dziecka bardzo lubiłam grać w gry planszowe. Grałam z rodzicami i przyjaciółmi, w domu i szkole. Moje pierwsze gry, do których do dzisiaj mam spory sentyment to: Rummikub i Kaleidos. Z wiekiem gry poszły na jakiś czas w odstawkę, ale pasja wróciła z wielką mocą, kiedy zostałam mamą. Anastazja i Zojka pomogły mi na nowo odkryć miłość do gier planszowych, a nasza kolekcja stale się powiększa. Bardzo lubimy grać w gry familijne i edukacyjne, nasze ulubione pozycje to Pędzące Żółwie, Śpiące Królewny i Kakao. Bardzo lubię wykorzystywać gry w edukacji domowej córek, uczę je czytać i liczyć właśnie dzięki grom, które zabieramy ze sobą dosłownie wszędzie. Wieczorami lubię pograć z mężem i znajomymi w bardziej skomplikowane tytuły, takie jak na przykład Azul czy Brzdęk.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *