Recenzja #274 MourneQuest

Jack postanowił na własną rękę sprawić, aby jego ojciec powrócił z wyprawy. Kiedy wszystko inne zawiodło stwierdził, że jedynie magiczna siła jest w stanie coś zdziałać. Wtedy właśnie wyruszył na podróż swojego życia. Wydarzenia jednak przybrały najgorszy z możliwych scenariuszy i Jack szybko zrozumiał, że z magią nie ma żartów. Teraz tylko Wy możecie mu pomóc. Dołączcie do wyprawy i uratujcie świat przed koszmarami prosto z Irlandzkich legend.


Informacje o grze

Autor gry: Leonard Boyd & David Brashaw

Ilustracje: John Farrelly & Alan Perry

Wydawnictwo: BackSpindle Games

Liczba graczy: 4

Czas gry: 60 min

Wiek: 14+

Mechaniki w grze: cooperative, point to point movement, set collection, solo / solitaire game, trading, variable player powers


Kraina na wpół realna, na wpół wyobrażona i pełna wszelkiego rodzaju fantastycznych stworzeń. Góry Mourne naprawdę istnieją. Są w Irlandii. Opowiadano o nich wiele mitów i legend przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Mówi się, że zamieszkuje je wrogie stworzenie, które kontroluje wiele innych bestii w swoim więzieniu, zamkniętym za Murem Mourne. Być może z odpowiednimi umiejętnościami i odrobiną szczęścia można ją pokonać, a kraina po raz kolejny może być miejscem pięknym i spokojnym?

Legendy Irlandzkie to nie jest mitologia grecka, z którą spotykamy się na wielu etapach życia. To coś bardziej jak nasze “swojskie” legendy o Bazyliszku czy chociażby Smoku Wawelskim. Dlatego właśnie pierwsze spotkanie z MourneQuestem to przygoda w nieznane. Będziemy ją przeżywać z Jack’em – bohaterem powieści Garrego McElherrona o tym samym tytule co przedmiotowa gra. Chłopiec przez wiele przeszedł, ale jeszcze więcej nabroił, próbując na własną rękę odnaleźć zaginionego ojca. Całe szczęście na swojej drodze spotkał wielu śmiałków, którzy zdając sobie sprawę z zagrożenia jakie zesłał na Góry Mourne, postanowili mu pomóc. Usiądźcie więc wygodnie i przeczytajcie czy wyzwania rzucane przez autora gry oddają ducha tej ciekawej historii.


Przegląd elementów gry

MourneQuest od strony wizualnej jest dość nietypowy. Opowiadana historia jest mroczna, a główny przeciwnik o złowrogim imieniu Shimnavore to nie lada wyzwanie. Grafiki jednak zostały wykonane w komiksowym, karykaturalnym klimacie. Co myśleć o takim połączeniu? Zostawiamy to do Waszej własnej opinii na podstawie zdjęć gry. Jedno jest pewne – ilustracje zostały wykonane konsekwentnie i wszystko łączy się ze sobą w poprawny sposób.

Każdy element został wykonany starannie. Żetony są odpowiedniej grubości, a karty zostały zrobione z dobrego materiału. Ikony są czytelne i podczas rozgrywki nie ma problemów z ich interpretacją. Niestety do minusów musimy zaliczyć ostre krawędzie planszy, które po przenoszeniu gry z miejsca na miejsce, robią się już trochę… mniej ostre. Na uznanie zasługuje na pewno pudełko, które wygląda zachęcająco i prezentuje się pięknie na półce.

Instrukcja MourneQuesta została napisana z pomysłem. Czytając ją, mamy wrażenie, że autor zdaje sobie sprawę, nad czym gracze będą się zastanawiać. Ani razu nie zdarzyła nam się sytuacja, że zatrzymaliśmy się na jakimś zagadnieniu dłuższą chwilę. Sama rozgrywka jest bardzo intuicyjna. Do wyboru mamy kilka podstawowych akcji, więc nawet początkujący będą w stanie nauczyć się sprawnie zasad.

Oprócz instrukcji w pudełku znajdziemy składającą się z 4 części planszę. Przedstawione na niej zostały Góry Mourne oraz mur, który zatrzymuje czyhające bestie. Możemy znaleźć tutaj również wiele miejsc, które nasi bohaterowie będą odwiedzać w celu zbierania odpowiednich uroków czy dobierania kart ekwipunku. I tak odwiedziny w najbardziej odległych miejscach na mapie tzn. Nexus Point sprawiają, że możemy dobrać kartę ekwipunku. Jednocześnie nasza obecność na tych polach blokuje miejsce odradzania potworów. Kolejnym ciekawym miejscem jest Dunnywater Tunnel, który pozwala nam przedostać się na drugą stronę Gór Mourne. Spotkać możemy również Trading post – gdzie będziemy mogli wymieniać zdobyte przez nas uroki.

Plansza

Najciekawszym elementem planszy są cztery dyski koszmarów. Przed rozpoczęciem rozgrywki układamy je w losowy sposób. Jest to fajny zabieg, który sprawia, że tytuł ten zyskuje na regrywalności. Znajdziemy na nich ilustracje przedstawiające przerażające kreatury z irlandzkich legend oraz znacznik, który będzie odmierzał czas do pojawienia się ich w Górach Mourne. Oprócz tego widzimy tutaj również symbole obrazujące uroki, które musimy dostarczyć na dany dysk, aby zatrzymać przyzywanie potwora.

Dysk koszmarów

Bardzo fajnym rozwiązaniem jest możliwość wyboru pomiędzy większą liczbą postaci, niż maksymalna liczba graczy – mamy ich aż 7. Każda z nich różni się swoimi statystykami oraz umiejętnością główną, która ma duży wpływ na rozgrywkę, pomimo tego, że można z niej skorzystać tylko 3 razy. I tak na przykład możemy wybrać Cobsa, który potrafi przenieść siebie lub wybraną postać na pole skrzyżowania; Jack’a, dzięki któremu jesteśmy w stanie poruszać się napotkanymi potworami czy Tess, umiejącą stworzyć magiczną mgłę, dzięki której monstra nas nie zauważą. Niejednokrotnie to właśnie odpowiednie korzystanie z tych umiejętności pozwala nam zoptymalizować ruchy i tym samym zwyciężyć rozgrywkę.

Planszetki graczy

Wraz z rozwojem gry, na planszy pojawiać się będą coraz trudniejsi przeciwnicy. Każdy z nich posiada swoją planszetkę, z zestawem różnych statystyk. To od nas zależy czy zaatakujemy ich w momencie, kiedy będą najsłabsze, czy damy złapać się w pułapkę i utracimy cenne przedmioty. Jest to niewątpliwie kolejny element, który będzie wymagał naszej rozsądnej kalkulacji ruchów. Atakujemy, żeby mieć tego potwora z głowy? Czy może czekamy na bardziej dogodny moment?


Zasady gry

MourneQuest możemy podzielić na dwie części. W pierwszej musimy zatrzymać przywoływanie czterech koszmarów, które mają przedostać się przez mur strzegący naszych gór. W tym celu zbieramy uroki z różnych miejsc planszy i przenosimy je w odpowiednie punkty. Jeżeli uzbieramy ich wystarczającą liczbę tzn. taką, jaka została przedstawiona na kręgu koszmaru – okręcamy dysk na drugą stronę. Potwór już nie stanowi dla nas zagrożenia.

Figurki potworów

Wszystko to byłoby łatwe i przyjemne, gdyby nie ograniczenie czasowe. Podczas rozgrywki, po turze każdego gracza będziemy rzucać kością w celu ustalenia, który dysk koszmaru mamy przekręcić. Stanowi to przede wszystkim odliczanie czasu, po jakim stwór zawita w naszej krainie. Dzięki temu możemy przewidzieć, gdzie jeszcze jesteśmy w stanie coś wskórać, a gdzie warto poczekać na przyjście potwora i spróbować unieszkodliwić go własnymi rękami.

W momencie, kiedy znacznik księżyca zrobi dwa pełne obroty, Góry Mourne nawiedza przerażająca bestia – Shimnavore. W tym momencie zaczyna się druga część rozgrywki – musimy w niej pokonać tego “legendarnego” przeciwnika. Jeżeli podczas pierwszego etapu nie udało nam się odpowiednio przygotować, zbierając ekwipunek – może być bardzo ciężko. Stwór oprócz atakowania naszych dzielnych bohaterów może również niszczyć mur. Jeżeli uda mu się zniszczyć jedną z czterech części – uwalnia się. Oznacza to naszą natychmiastową klęskę.

W swojej turze gracze mogą wykonać do 3 akcji. Jest to:

  • Ruch – Przesuwamy swoją postać o jedno pole.
  • Podniesienie/położenie uroku.
  • Zdobycie ekwipunku (jeżeli stoimy na odpowiednim polu Nexus).
  • Przekazanie karty ekwipunku innemu graczowi.
  • Uleczenie swojej postaci w miejscu początkowym.
  • Wymiana uroków w miejscach oznaczonych jako Trading Post.
  • Atak potwora.
Uroki

Powyższe akcje nie są skomplikowane. Większość z nich wykonywać trzeba jedynie w odpowiednich miejscach. Trudnością jest tutaj zgrywanie się z innymi graczami. Sami w grze nie znaczymy zbyt wiele. Zabawa zaczyna się wtedy, kiedy zastanawiamy się ile uroków mamy ze sobą zabrać i gdzie je przetransportować. Czy ktoś nam w tym pomoże? Czy na naszej drodze pojawią się przeciwnicy? W grze jest sporo problemów, z którymi musimy się zmierzyć.

Po wykonaniu akcji gracze rzucają kostką (w dalszej fazie dwoma kostkami), aby obrócić dyski koszmarów, jak to zostało opisane powyżej. Oprócz tego na końcu rundy losowo dobierać będziemy z woreczka kafelki, na których możemy trafić na:

  • Potwory
  • Dodatkową aktywację potworów
  • Relikt zwiększający naszą moc
Dobierane kafle potworów i reliktów

Powyższe kafelki losować będziemy dla wszystkich czterech punktów Nexus, o ile te nie zostały zajęte przez żadnego bohatera ani potwora.

Ważnym elementem rozgrywki jest walka. Nie będziemy tutaj chować się na widok potworów. Opłaca nam się atakować je, ponieważ kiedy to do nas należy pierwszy ruch, możemy wybrać, według których statystyk będziemy walczyć. Gdy bestia jest silna będziemy się starali potraktować ją naszymi zdolnościami magicznymi i odwrotnie. Natomiast kiedy bestia wejdzie pierwsza na pole z naszym bohaterem – przychylność jest po jej stronie i walczymy wtedy na jej najwyższą statystykę wg jej najwyższych statystyk. Podczas walki dodajemy nasze podstawowe statystyki do wartości, która znajduje się na wyrzuconej przez nas kości.

Karty ekwipunku

Przyjście Shimnavore zmienia sposób rozgrywki. Nigdzie wtedy nie czujemy się bezpiecznie, ponieważ atakuje on całą część planszy i wszystkich bohaterów, którzy na niej stoją. Jest to trudne, aczkolwiek wykonalne zadanie.

Kości walki

Recenzja

MourneQuest to tytuł, który przyciąga swoją szatą graficzną i głównym celem rozgrywki. Niczym drużyna pierścienia stajemy tutaj przed silnymi przeciwnikami, planując wszystko w taki sposób, aby finałowa walka z Shimnavore nie skończyła się dla nas porażką. Na regrywalność gry składa się w tym przypadku kilka czynników. Pierwszym jest niewątpliwie wybór postaci. Siedmiu różniących się statystykami oraz główną umiejętnością bohaterów. Do tego mamy jeszcze losowość w postaci rozmieszczenia dysków koszmarów oraz rzuty kośćmi, które przyspieszają przybywanie niektórych bestii. Dzięki temu każda rozgrywka może wyglądać w inny, unikalny sposób.

Gra została wykonana bardzo dobrze. Grube planszetki graczy oraz materiał, z którego zostały wykonane karty, nie pozostawia wiele do życzenia. Figurki posiadają tyle detali, że z przyjemnością można je pomalować. Jedynym problemem związanym z wykonaniem jest składana plansza. Ma ostre rogi, które po włożeniu do pudełka będą się niepotrzebnie wyginać.

W MourneQuesta możemy zagrać od 1 do 4 graczy. Grając pełnym składem odnieśliśmy wrażenie nieproporcjonalnie długiego czasu oczekiwania na swoją kolej. Z jednej strony mamy tylko kilka akcji do wyboru, z drugiej najwięcej czasu schodzi na rzucaniu kością i przestawianiu okręgów oraz dobieraniu nowych potworów. Oczywiście, każdą z nich moglibyśmy wspólnie omawiać, zastanawiając się czy jest to najlepsze możliwe rozwiązanie, ale taktykę planujemy tutaj na kilka tur do przodu. Dlatego najlepiej grało nam się w dwie osoby, kiedy każdy z graczy kontrolował dwóch bohaterów. Wtedy było również o wiele więcej dyskusji nad stołem, zmienialiśmy plany ze względu na pojawiające się potwory czy inne niebezpieczeństwa.

Planszetki Koszmarów

Zgodnie z pudełkiem czas rozgrywki to godzina. Faktycznie większość partii trwała mniej więcej tyle. Pod tym i wieloma względami grę można porównać do Pandemica. Tutaj również zbieramy znaczniki po to, żeby zablokować cztery niebezpieczeństwa, kontrolujemy po jednej postaci. Dodajcie do tego potwory, ekwipunek i przygotowywania do spotkania z ostatecznym bossem – i mamy MourneQuesta.

Interakcja z innymi graczami jest tutaj duża. Sami nie zdziałamy zupełnie nic. Dopiero połączenie specjalnych zdolności naszych bohaterów oraz przemyślenie dobrze, czym kto się powinien zająć, jest drogą do sukcesu. Pod tym kątem gra zdecydowanie się wyróżnia. Ratujemy często z opresji naszych współtowarzyszy rzucając w ostatnim momencie pułapkę na potwory, które ich gonią, lub teleportujemy ich do miejsca, z którego są w stanie sprawnie zamknąć nadchodzący koszmar. Nie spotkamy się tutaj natomiast z negatywną interakcją. Wszyscy gramy do tej samej bramki.

Klimat gry pozytywnie nas zaskoczył. Szczerze mówiąc przy pierwszym podejściu grafika sprawiła, że nie byliśmy przekonani czy będzie dało się odczuć narastające zło, które tylko czyha na nasze błędy. Szybko jednak zauważyliśmy, że obracanie dysków koszmarów daje wiele frajdy. Sytuacja z rundy na rundę może się diametralnie zmienić, a w powietrzu unosi się dreszczyk emocji – potwory tylko czekają, aby nas dorwać… TIK TAK!

MourneQuest przeznaczony jest dla początkujących graczy. Odnajdą się oni bez problemu w zasadach i wiele przyjemności da im planowanie swoich heroicznych poczynań. Zaawansowani gracze mogą odczuwać lekki niedosyt ze względu na stosunkowo niski poziom trudności rozgrywki.

Podsumowanie

MourneQuest to pozycja, która opiera się na mechanikach w dużej mierze znanych z innych gier kooperacyjnych. Od siebie dodaje ciekawy klimat, stresujący upływ czasu i gameplay składający się z dwóch części – przygotowania i walki z bossem. Czasem pierwszy etap idzie nam bardzo dobrze, ale nie jesteśmy odpowiednio wyposażeni i rozwścieczony Shimnavore niszczy mur. Innym razem ledwo żywi wychodzimy z pierwszego etapu, ale Shimnavore nie ma z nami żadnych szans. Jest to bardzo fajnie zbalansowana mechanika, która sprawia, że każda przygoda będzie dla nas stanowiła nowe wyzwanie.

Figurki postaci

Smuci nas to, że gra nie wykorzystuje swojego potencjału w pełni i w aktualnym wymiarze jest to tytuł przeznaczony dla początkujących graczy. Z drugiej strony, jak na tytuł dla takiej grupy odbiorców, jest dość drogo. Mimo wszystko MourneQuest znajduje wielu swoich zwolenników i będziemy go polecać tym mniej zaawansowanym. Przecież nie zawsze musimy przepalać przy stole zwoje mózgowe.


Mocne strony:

  • klimat,
  • niski próg wejścia,
  • grafika,
  • dyski koszmarów odmierzające czas,
  • piękne figurki,
  • asymetryczne umiejętności postaci,
  • ciekawe mechaniki,
  • umiarkowany czas rozgrywki,

Słabe strony:

  • stosunkowo niski poziom trudności rozgrywki,
  • plansza, która obija się w pudełku,

Przydatne linki:

Link do strony wydawnictwa

Profil gry w serwisie Board Game Geek


Jeśli chcesz być na bieżąco i podoba Ci się nasz serwis, to zachęcamy do polubienia nas na facebooku.


Grę do recenzji przekazało wydawnictwo BackSpindle Games. Bardzo dziękujemy!

1 thought on “Recenzja #274 MourneQuest”

  1. Super, że w końcu została zrobiona fajnie wyglądająca gra dla początkujących graczy. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ ciężko znaleźć grę do grania z całkowitymi nowicjuszami!

Leave a Reply