Recenzja #190 Podwodne Miasta (Underwater Cities)

Po niezliczonych podróżach na Marsa (choć to chyba jeszcze nie koniec) i próbach zamiany go w nasz nowy dom, czas spojrzeć nieco bliżej. Pod powierzchnią wody kryją się olbrzymie, niezagospodarowane tereny. Zmieńmy to!


Informacje o grze

Autor gry: Vladimír Suchý

Ilustracje: Milan Vavroň

Wydawnictwo: Delicious Games

Liczba graczy: 80-150 minut

Czas gry: 1-4

Wiek: 12+

Mechaniki w grze: Hand Management, Modular Board, Route/Network Building, Worker Placement


Przegląd elementów gry

Pudełko „Underwater Cities” nie jest wykonane w standardowych rozmiarach. Postarano się je zminimalizować, co uważam za całkiem dobre posunięcie, biorąc pod uwagę fakt, że tak złożone gry zabierają z reguły znaczniej więcej miejsca. Ilustracja na pudełku będzie budzić mieszane uczucia. Mnie się bardzo podoba, jednak słyszałem już głosy, że jest paskudna. Kwestia gustu.

Otwierając pudełko, w pierwszej chwili poczujecie rozczarowanie. Elementy już na pierwszy rzut oka nie zachwycają. Problemem jest zarówno jakość wykonania, jak i szata graficzna, choć tutaj jest to bardziej subiektywne odczucie. Najbardziej rzucają się w oczy plansze graczy, które są po prostu… zwykłymi nabłyszczanymi kartkami. Co prawda element ten przez całą grę leży na stole, jednak zdążyliśmy przyzwyczaić się do solidniejszych rozwiązań.

Plansza główna też przypomina raczej styl retro i choć tektura jest gruba, zastanawiam się, jak po czasie będą radziły sobie, chociażby jej rogi. Na ten moment wszystko działa jak najbardziej w porządku. Szereg papierowych elementów uzupełnią liczne żetony oraz karty. Te ostatnie są chyba moim ulubionym elementem.

W grze wykorzystano także sporo plastikowych znaczników, które, pomimo że są prostymi dyskami, naprawdę nieźle wpisują się w temat. Najbardziej widowiskowe są natomiast kopuły, które symbolizować będą nasze podwodne miasta.

Instrukcja do najkrótszych nie należy, bo to 19 stron przesyconych zasadami. Jest jednak przemyślana, logicznie ułożona i pozwala dość płynnie przebrnąć przez meandry reguł, pozwalając stosunkowo szybko zasiąść do pierwszej partii. W jej trakcie na pewno zdarzy się Wam do niej wrócić i dość szybko odnaleźć interesujący fragment.

Jak widzicie, wykonanie budzi w nas mieszane uczucia. Mogło być lepiej zarówno od strony technicznej, jak i grafiki. Wizualnie są elementy, które naprawdę fajnie się prezentują, jak okładka czy rewersy kart. Inne zaś nie do końca nam się spodobały. Uczucia, które towarzyszyły nam w tym zakresie porównałbym do Terraformacji Marsa. Nie zrażajcie się jednak, gdyż podobnie jak ona, Underwater Cities ma do zaoferowania dużo więcej podczas rozgrywki!


Zasady gry

Postaram się przybliżyć zarys zasad, tak abyście mogli zorientować się, na czym polega gra. Pamiętajcie jednak żeby zapoznać się z instrukcją przed rozpoczęciem rozgrywki, tak aby żadne niuanse Wam nie umknęły. Z powodu przeludnienia Ziemi, a także kolonizacji Marsa, ludzie muszą szukać miejsca na dalszy rozwój pod wodą.

Każdy z graczy będzie rozwijał podwodną nację, która dzięki tunelom będzie mieć połączenie z lądem. Już na etapie rozkładania gry każdy otrzyma różniące się od siebie metropolie lądowe, które będą zawierać bonusy oraz dodatkową punktację na koniec gry. W zależności od liczby graczy wybierzemy odpowiednią stronę planszy głównej. Dodatkowo każda plansza gracza jest dwustronna. Jedna z nich jest uniwersalna i identyczna dla wszystkich graczy, druga natomiast wprowadza asymetrię między nacjami. Gra dzieli się na 3 ery złożone z kilku rund, a na koniec każdej z nich następuje produkcja. W poszczególnych erach będziemy korzystać z nowego zestawu kart, z których dobierzemy 3 na rękę.

Jak zatem wygląda sama rozgrywka? Na planszy mamy miejsca z podstawowymi akcjami, które wykonujemy za każdym razem, gdy aktywujemy to pole. Są one podzielone na 3 kolory. Karty, które dostaniemy na rękę, występują w tej samej kolorystyce. Idealny ruch to taki, w którym dołożymy kartę odpowiadającą kolorem polu na planszy. Możemy wtedy skorzystać ze wszystkich profitów – zarówno z tych przedstawionych na planszy, jak i na dołożonej karcie. W przypadku gdy karta nie będzie pasować, zyskamy jedynie podstawową akcję. Wykorzystane pole oznaczamy swoim kaflem akcji, tak aby następny gracz nie mógł już z niego skorzystać. Za każdym razem po swoim ruchu dobieramy kartę z talii, a przed wykonaniem swojego następnego posunięcia musimy ograniczyć liczbę kart na ręce do 3 (wykonując akcje mamy możliwość dobrania większej liczby kart niż jedna obowiązkowa, na koniec każdej tury). Runda kończy się w momencie, gdy dołożymy wszystkie 3 kafle akcji.

Od początku następnej dostępne są już wszystkie podstawowe pola akcji. Bazowa mechanika nie przysporzy Wam żadnych problemów. Musicie tylko nauczyć się ikonografii, która nie jest specjalnie trudna. Wykonując akcje, musimy pamiętać o możliwości spełnienia celów z kart specjalnych (w rozszerzeniu także kontraktów rządowych), zdobywaniu surowców niezbędnych m.in. do budowy kapsuł (symbiotycznych i niesymbiotycznych) czy też budowie tuneli, które połączą nasze miasta między sobą i lądem. Dodatkowo przed sobą będziemy mogli mieć maksymalnie 4 karty akcji, a kart z symbolem nieskończoności (z reguły przynoszą nam profity) nieograniczoną ilość.

Ważny jest też aspekt skupienia się na produkcji, która występuje po każdej erze oraz możliwości wykarmienia swoich ludzi. Bez tych dwóch aspektów nie będziemy w stanie wznosić budowli w naszych miastach. Do wyboru mamy farmę, zakład odsalania oraz laboratorium. Budynki te przedstawione za pomocą „żelków” będą nam przynosić profity w momencie produkcji oraz punkty zwycięstwa na koniec gry. Będziemy mogli je także ulepszać, aby stawały się coraz wydajniejsze. Co ciekawe, jeśli wzniesiemy parę tego samego rodzaju budynków obok jednego miasta, będą one działać jeszcze efektywniej. W tym przypadku miasto straci jednak na wartości, podczas końcowego punktowania.

Za co więc możemy punktować? Dokładnie mamy to przedstawione na kartach punktacji, które otrzymuje każdy z graczy. „Underwater Cities” to prawdziwa sałatka punktowa, ponieważ możliwości są wręcz nieograniczone. Punktujemy za postawienie kapsuły, wybudowanie przy niej różnych rodzajów budynków, realizację celów z kart specjalnych, posiadane monety oraz zasoby i wiele, wiele innych.


Wrażenia z rozgrywki

2019 rok zacząłem z przytupem, jeżeli chodzi o gry, które wpadły w moje ręce do testów. Jedną z nich było Underwater Cities, gra autora Pulsar 2849. Podczas wszystkich rozgrywek towarzyszyły mi podobne odczucia jak podczas partii rozgrywanych w Terraformację Marsa. W moim rankingu podwodne miasta uplasowały się ostatecznie nieco wyżej. Ciekawi jesteście dlaczego?

W Underwater cities miałem okazję zagrać w każdej konfiguracji przy stole i mogę stwierdzić, że skaluje się ona bardzo dobrze w każdym składzie osobowym. W związku z tym nie miejcie obaw przed jej zakupem, jeżeli najczęściej gracie w 2 osoby. Przy rozgrywce 4-osobowej, szczególnie w początkowych partiach trzeba liczyć, że na gracza zejdzie około 40-50minut. Czy 4h przy grze to dużo? Zależy dla kogo, jednak gra jest bardzo angażująca i nie odczuwa się przy niej upływu czasu. Cały czas intensywnie myślimy nad kolejnymi ruchami, które przyniosą nam profity niezbędne do dalszego rozwoju podwodnego świata. W miarę poznawania kart długość partii powinna się skracać.

Zapoznając się z kartami, odnosi się wrażenie, że autor każdą z nich bardzo dobrze przemyślał i przetestował, zanim dodał ją do talii. Mimo że na początku wydawać się może, iż niektóre dają nam zdecydowaną przewagę, końcowe wyniki wyprowadzą nas z błędu. W grze wszystko zależy od gracza i tego, jak wykorzysta dobrane karty. W ciągu kilkunastu rozgrywek zarówno ja, jak i moja żona sprawdziliśmy różne drogi do zwycięstwa, aby przekonać się, czy gra ma tendencje do wymuszania na nas ruchów. Na szczęście nie doszliśmy do takich wniosków. Oczywiście są sloty zajmowane częściej niż inne, w zależności od etapu gry. Wprowadza to jednak pożądaną interakcję, wzmaga rywalizację i nadaje sens walce o kolejność w kolejnej rundzie.

Warto także inwestować w czerwone kapsuły, bo te są limitowane i przynoszą nam punkty zwycięstwa. Jednak jest też wiele kart, które zastępują akcje ze slotów, a wybudowane w naszym „ogródku” umożliwią nam ich wykonanie. Jest to pozycja zbalansowana i bardzo dobrze przemyślana pod kątem mechanik.

„Underwater Cities”, mimo swojej złożoności, urzekło mnie minimalnym downtimem. Dzięki możliwości posiadania jedynie trzech kart na ręce, podjęcie decyzji jest znacznie łatwiejsze niż np. w Terraformacji Marsa. Dodatkowo po zagraniu karty, następny gracz nie musi czekać na swojego poprzednika, aż ten wybierze którą kartę odrzucić. Powoduje to praktycznie zerowe przestoje, ale i ułatwienie dla graczy, ponieważ kartę z ręki ostatecznie można odrzucić przed wykonaniem swojego ruchu, oceniając aktualną sytuację na planszy.

W grze nie uświadczymy negatywnej interakcji. Każdy z graczy skupia się raczej na swoim poletku i stara się wycisnąć jak największą liczbę punktów. Jedynie zajmując jakiś slot, możemy pokrzyżować plany przeciwnikowi, jednak rzadko kiedy zdarza się, że zrobimy to umyślnie.

Ikonografia jest intuicyjna, jednak niestety niezbędna jest znajomość języka angielskiego, aby doczytać szczegóły zawarte na każdej karcie. Posłużę się przykładem. Z ikon odczytacie, że karta pozwoli Wam skorzystać dodatkowo ze slotu czerwonego, jednak musicie doczytać czy chodzi o slot zajęty przez innego gracza, czy wolny. Z tego względu grę polecam osobom, które mają opanowany język angielskim w stopniu komunikatywnym.

Losowość oczywiście jest obecna, aczkolwiek nie doskwiera. Po pierwsze dlatego, że mamy wspólną pulę akcji na planszy. Po drugie karty zostały podzielone na 3 talie. Stopniuje to ich siłę, a także ogranicza liczbę wariantów w danej erze. Dzięki temu ciężko jest obwiniać przypadek za nasze niepowodzenia. Gdybyśmy zaś uznali, że jakiś chochlik nieustannie psuje nam rękę, to będziemy mieć kilka miejsc, w których możemy dobrać dodatkowe karty.


Podsumowanie

W Underwater cities w minimalnym stopniu odczujecie, że tworzycie swój podwodny świat. To kolejne euro z gatunku średnio-ciężkich, którym temat został przypisany, jednak nie odgrywa szczególnej roli. Niestety wykonaniu też można wiele zarzucić. Jakość elementów jest porównywalna do tych z Terraformacji Marsa, a więc wielu z Was będzie znać skalę porównawczą. Przyznać trzeba, że po rozgryzieniu zasad, w trakcie gry nie zwraca się na to uwagi. Grafiki będą sprawą kontrowersyjną, ponieważ zdania wśród graczy są podzielone. Mam nadzieję, że wydawnictwo skupi się na poprawie wykonania przy dodruku.

Nie zmienia to faktu, że jest to pozycja, którą razem z żoną uwielbiamy. Mimo dobrego ogrania nadal mamy ochotę ściągać ją z półki. Wrażenia i odczucia z rozgrywki bardzo przypominają nam to, co znamy i kochamy w Terraformacji Marsa. Mechanicznie nie są to jednak gry bliźniacze, a znaczące różnice raczej nie sprawią, że jedna zostanie okrzyknięta zabójcą drugiej. W naszym przypadku jednak, rozwiązania Vladimira Suchego sprawiły, że częściej sięgniemy po jego projekt.

Podsumowując, polecam Underwater Cities każdemu miłośnikowi średnio-ciężkich gier euro, z mnogością dróg do zwycięstwa. Dodatkowo szczególnie zachęcam zwolenników Terraformacji Marsa do wypróbowania tej pozycji. Gra ulokowała się wysoko w moim osobistym rankingu i nie mam wątpliwości, że w kolekcji zagości na dłużej.


Mocne strony:

  • Świetna mechanika,
  • bardzo dobre skalowanie,
  • dynamika rozgrywki,
  • dobra instrukcja i ikonografia,
  • praca mózgu na wysokich obrotach,
  • wiele dróg do osiągnięcia zwycięstwa,

Słabe strony:

  • Nie najładniejsza szata graficzna,
  • jakość wykonania mogłaby być lepsza,
  • klimat słabo odczuwalny. 

Przydatne linki:

Grę w najlepszej cenie kupisz tutaj

Link do strony wydawnictwa

Profil gry w serwisie Board Game Geek


Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi materiałami i spodobała Ci się nasza strona to polub nas na facebooku


Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Delicious Games

Dodaj komentarz