Recenzje

Recenzja #1261 Wyprawa do El Dorado: Gra kościana

Gotowi na kolejną wyprawę do El Dorado? Tym razem czeka nas pełna przygód ekspedycja, podczas której będziemy przedzierać się przez gęstą dżunglę i odwiedzać tajemnicze świątynie… Tylko złożenie odpowiedniej ofiary w złocie pozwoli nam wyruszyć dalej, aby ostatecznie odnaleźć cel naszej drogi, czyli legendarne Złote Miasto.


Informacje o grze

Autor gry: Reiner Knizia

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Liczba graczy: 2-4

Czas gry: 45 minut

Wiek: 10+


Gra została przekazana mi bezzwrotnie w ramach recenzji od wydawnictwa Nasza Księgarnia. Nie miało to wpływu na kształt mojej opinii.

Współpraca reklamowa z Ceneo.pl


Co dzieje się z grą, która odnosi sukces? Zwykle pojawiają się jej kolejne dodruki, potem wychodzą dodatki, a w końcu… nowe odsłony i wersje gry. Podobnie rzecz ma się z Wyprawą do El Dorado, czyli niezwykle popularną grą rodzinną autorstwa Reinera Knizi. Tym razem wybierzemy się do Złotego Miasta przy pomocy… kostek. Gry kościane mają tę przewagę nad „zwykłymi” grami, że zajmują o wiele mniejsze pudełka, a do rozgrywki nie wymagają zbyt wiele miejsca. Czy nowa odsłona rodzinnego hitu okaże się tak samo udana, jak oryginał? Zapraszamy do recenzji!

Przegląd elementów i zarys rozgrywki

Wyprawa do El Dorado: Gra kościana to niewielka pozycja, zajmująca standardowe dla wydawnictwa Nasza Księgarnia pudełko, znane z gier takich jak na przykład Sen, Kruki, Ekosystem itd. Dzięki kompaktowym rozmiarom gra doskonale sprawdzi się w podróży. Do zabawy potrzebujemy jedynie kartek z notesu, ołówków (który również znajdziemy w opakowaniu) i odrobiny miejsca do rzucania kilkoma kostkami. Wykonanie gry stoi na wysokim poziomie, zadbano tu o każdy szczegół. Na uznanie zasługują przepiękne ilustracje, których autorem jest mistrz planszowych grafik-Vincent Dutrait. Co ciekawe, w pudełku znajdziemy nie jedną, a aż 4 różne mapy, po których będziemy podróżować za pomocą ołówków. Każda z nich to inne wyzwania i inne ścieżki prowadzące do El Dorado. Dodatkowo oprócz instrukcji, będziemy mogli zapoznać się z pamiętnikiem podróży, w którym znajdziemy przydatne wskazówki dotyczące przemieszczania się po dżungli.

Zasady gry nie są skomplikowane, ale na początku wymagają dokładnego wczytania się w sposób zarządzania kostkami. W każdej turze wybieramy obowiązkowo jedną kość, aby następnie użyć jej do przemieszczania się po mapie lub zakreślenia pola zasobu, bądź dodatkowej umiejętności. Pola podróży musimy zakreślać po kolej, możemy jednak „rozgałęziać” naszą wyprawę, aby dotrzeć do różnych świątyń i złożyć w nich ofiarę ze złota. W każdej turze oprócz kostki możemy wykorzystać również zasób, który uzyskaliśmy ze skreśleń. Czy rozgrywka kończy się w momencie, w którym dotrzemy do El Dorado? I tak i nie. Aby ujrzeć Złote Miasto, musimy złożyć ofiarę we wskazanej liczbie świątyń.


Recenzja gry

Wyprawa do El Dorado: Gra kościana to sprytna wykreślanka, w której możemy zauważyć zarówno plusy w stosunku do „dużej” wersji, jak i kilka minusów… To, co mi się spodobało to możliwość przyjemnego kombinowania i wykorzystania każdej kostki, którą wybierzemy (bądź takiej, która po prostu przypadła nam w udziale). Zawsze mamy co tutaj robić. Jak nie przeznaczymy symbolu na ruch po mapie, to spróbujemy uzyskać dodatkowe zasoby, czy umiejętności. Jak nie wydamy złota, to zapłacimy nim za dodatkowe symbole. Mamy tutaj naprawdę sporo możliwości, chociaż oczywiście jak to podczas wyprawy do El Dorado, najważniejsze jest… złoto. Bez złota nie będziemy w stanie opłacić ofiar w świątyniach, a bez tego po prostu nie pójdziemy dalej. Co więcej, dar musi pochodzić obowiązkowo z kostki. Możemy coś dorzucić z naszego „magazynu”, ale podstawą jest dobry rzut. To coś, co przeszkadzało mi w grze, gdyż zwykle tego złota było na tyle mało, że wszyscy rzucali się na te kości, jak na… no jak na złoto. Blokowało to nieco rozgrywkę, a niektóre tury były po prostu „na przeczekanie” aż wypadną monety (o ile uda nam się je zdobyć przed innymi).

Na spory plus oceniam różnorodność map i dodatek w postaci książeczki z pamiętnikiem z podróż, który wprowadza nieco klimatu do rozgrywki. Pierwsze dwie mapy sprawdzą się na zapoznanie z grą, dwie kolejne są nieco trudniejsze i pozwalają na „zatrudnienie” dodatkowych postaci. Nie zmienia to jednak faktu, iż na każdej mapie robimy praktycznie to samo. Co więcej, pojawiają się nowe pola osad plemienia Muisca, na których również musimy uiścić opłatę (monetami złota z kostek, a jakże).

Wyprawa do El Dorado: Gra kościana wygląda na szybką pozycję, ale niech Was nie zwiodą pozory… Dostanie się do wszystkich świątyń nie raz trwało dość długo. Powiedziałabym nawet, że nieco za długo, jak na wykreślankę. Podczas wykreślania pół nie czułam również emocji wyścigu tak, jak w poprzednich grach w serii. Co prawda, interakcja w kościanej wersji pojawiała się podczas wnoszenia opłat i ustanawiania „ceny minimalnej” w świątyniach, nie odczuwało się jednak tych samych emocji, jak we wspólnej pogoni po mapie. Gra jest w porządku, jeśli szukamy czegoś relaksującego, co ma vibe podobny do rozwiązywania krzyżówki. Pozwoli na prowadzenie rozmowy, czy wspólne spędzanie czasu bez specjalnej presji. Jeśli szukamy jednak gry przygodowej, która wywoła w nas większe emocje, powinniśmy sięgnąć po dużą Wyprawę do El Dorado, która zawiera wszystko, co powinna posiadać idealna, szybka gra rodzinna.


Podsumowanie

Wyprawa do El Dorado: Gra kościana to lekka gra typu roll & write, w której rzucamy kostkami i skreślamy na planszy wybrane pola. Podczas zabawy odwiedzamy świątynie, zatrudniamy specjalistów, którzy pozwalają lepiej wykorzystywać uzyskane wyniki na kościach i zbieramy zasoby, aby następnie złożyć ofiary ze złota w świątyniach i dostać się do El Dorado. Gra jest nieco przydługa, jak na to, co proponuje, dodatkowo po czasie robi się nieco zbyt powtarzalna. Nadal to jednak poprawna rozgrywka, przy której możemy pokombinować i miło spędzić czas. Jeśli miałabym do wyboru „dużą” Wyprawę do El Dorado nie wahałabym się ani chwili, żeby to właśnie w nią zagrać. W ograniczonej przestrzeni wersja kościana jednak również ma rację bytu, sprawdzi się również podczas podróży i w rodzinnym gronie podczas luźnych spotkań.


Mocne Strony:

  • poręczne opakowanie,
  • sprawdzi się w podróży,
  • nieskomplikowane zasady,
  • bardzo ładne wykonanie,
  • piękne grafiki,
  • cztery różne mapy do wyboru,
  • umożliwia lekkie kombinowanie,
  • każdy rzut kośćmi można wykorzystać do swoich potrzeb.
  • nieco zbyt długi czas rozgrywki,
  • opłacanie świątyń złotem z kości potrafi zablokować dalszą drogę.
  • mało odczuwalny klimat wyścigu.

Przydatne linki:

Link do strony wydawnictwa

Więcej o grze na Planszeo

Jeśli doceniasz naszą pracę i zaangażowanie albo po prostu podoba Ci się nasz portal i to, co robimy, to możesz nas wesprzeć niewielką kwotą – za co bardzo dziękujemy!!!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli chcesz być na bieżąco i podoba Ci się nasz serwis, to zachęcamy do obserwowania nas na facebooku.

Natalia Jagiełło

Od dziecka bardzo lubiłam grać w gry planszowe. Grałam z rodzicami i przyjaciółmi, w domu i szkole. Moje pierwsze gry, do których do dzisiaj mam spory sentyment to: Rummikub i Kaleidos. Z wiekiem gry poszły na jakiś czas w odstawkę, ale pasja wróciła z wielką mocą, kiedy zostałam mamą. Anastazja i Zojka pomogły mi na nowo odkryć miłość do gier planszowych, a nasza kolekcja stale się powiększa. Bardzo lubimy grać w gry familijne i edukacyjne, nasze ulubione pozycje to Pędzące Żółwie, Śpiące Królewny i Kakao. Bardzo lubię wykorzystywać gry w edukacji domowej córek, uczę je czytać i liczyć właśnie dzięki grom, które zabieramy ze sobą dosłownie wszędzie. Wieczorami lubię pograć z mężem i znajomymi w bardziej skomplikowane tytuły, takie jak na przykład Azul czy Brzdęk.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *