Recenzje

Recenzja #1250 Emberleaf

Emberleaf to gra z nietypową mechaniką „tańca kart”. To średniej wagi euro o budowaniu leśnej osady Emberlingów, łączące zarządzanie kartami, układanie kafelków i budowanie silniczków z bardzo przyjemną oprawą graficzną.


Informacje o grze Emberleaf

Autorzy gry: James Tomblin, Frank West

Wydawnictwo: Portal Games

Liczba graczy: 1-5

Czas gry: 90-120 minut

Wiek: 14+


Gra została przekazana mi bezzwrotnie w ramach recenzji od wydawnictwa Portal Games. Nie miało to wpływu na kształt mojej opinii.

Współpraca reklamowa z Ceneo.pl


Recenzja gry Emberleaf

W Emberleaf wcielisz się w jednego z Emberlingów – są to niewielkie istoty zamieszkujące najstarszy las świata. Ich głównym celem jest odbudowa ich domostw po zniszczeniach dokonanych przez Lorda Vesha, którego armia napadła na nich wiele księżyców temu.

Tematycznie mamy tu klasyczne „cozy fantasy”, a więc eksplorujesz las, zbierasz zasoby, oczyszczasz niebezpieczne strefy i stawiasz budynki dla swoich Emberlingów, a wszystko to bez bezpośredniej agresji między graczami. Mechanicznie z kolei Emberleaf reklamowane jest jako miks „tańca kart”, układania płytek, budowania silniczków i zarządzania zasobami – i faktycznie wszystkie te elementy są obecne i istotne.


Na czym polega rozgrywka?

Rdzeniem rozgrywki jest tak zwany „taniec kart”, który odbywa się na prywatnej planszetce gracza. Każdy zaczyna z niewielką, podstawową talią kart bohaterów (w trakcie całej rozgrywki dobierze tylko kilka nowych). Finalnie operujemy tutaj zaledwie kilkoma kartami, co wymusza na nas podejmowanie świadomych decyzji w każdej turze. Gdy nadejdzie nasza kolej, mamy do dyspozycji dwa główne wybory: zagrać nową kartę bohatera na puste pole planszy kampanii, jednocześnie uruchamiając jej zdolność (jeśli takową posiada) lub ewentualnie skorzystać z umiejętności kompanii – jeśli taka znajduje się na polu, na którym umieszczamy właśnie kartę. Drugim wyborem jest wcześniej wspomniany „taniec kart”, czyli de facto przesunięcie wszystkich kart na planszy w lewo. Niektóre karty mają umiejętności związane z przesuwaniem, inne z wypadaniem z planszy. Wszystkie te zdolnością zostają aktywowane krok po kroku.

W ten sposób wywołujemy niezwykle satysfakcjonującą sekwencję akcji: zdobywanie zasobów, przygotowania do budowy, czyszczenie zagrożeń na głównej planszy. Cała łamigłówka polega na tym, aby tak rozmieścić i w odpowiednim momencie przesuwać karty, aby efekty „przed”, „w trakcie” i „przy zejściu” zazębiały się w jak najbardziej efektywny, efektowny i punktogenny sposób.

Drugi ważny obszar to wspólna plansza lasu, na której umieszczasz kafelki budynków, oczyszczasz niebezpieczne obszary i zdobywasz trofea. Budynki układasz w dzielnice – większe skupiska budynków, które dają punkty za odpowiednie sąsiedztwa, spełnianie potrzeb mieszkańców czy połączenia z określonymi strefami. Na planszy znajdują się również strefy zagrożeń, których oczyszczanie daje punkty i dodatkowe premie, ale wymaga odpowiednich zasobów wygenerowanych przez twój taniec kart. Każde oczyszczone zagrożenie przybliża nas do Trofeum, te otrzymujemy również za wypełnienie całej polany budynkami.

Trofea wyznaczają czas rozgrywki, a więc gdy któryś z graczy zgarnie szóste trofeum, wywołuje koniec gry. Mechanicznie więc jest to wyścig punktowy z ograniczonym czasem – im szybciej odpowiednio zoptymalizujesz swój silniczek, tym szybciej uda Ci się zebrać Trofea niezbędne do zakończenia rozgrywki.

W Emberleaf znajduje się również ciekawy system związany z dodatkową akcją „Obietnica Przysługi”. Możemy w ten sposób wejść w posiadanie pięciu kart z kontraktami/specjalnymi zadaniami, których realizacja zapewnia dodatkowe punkty na koniec gry.

Zdobywane zasoby posłużą nam do budowy budynków, spełniania potrzeb Emberlingów, opłacania kosztów zagrożeń oraz wcześniej wspomnianych kontraktów, więc ekonomia jest mocno powiązana z tym, jak dobrze tańczą twoje karty. Z zabudową głównej planszy jest również powiązana mechanika zadomawiania się mieszkańców z naszej Planszy Kompanii. Gdy Ci trafiają do nowo wybudowanych budynków, odkrywają pola, które usprawniają nasz silniczek. Również wykorzystanie budynków z prywatnej planszetki, przynosi wiele korzyści – między innymi powiększa nasz magazyn na surówce.


Mocne strony Emberleaf

Świeża mechanika tańca kart
Czyli przesuwanie całego rzędu kart i aktywowanie ich po drodze – jest świeżym, bardzo satysfakcjonującym mechanizmem, z którym, o ile dobrze pamiętam, jeszcze się nie spotkałem. I to właśnie ten system wymusza na nas planowanie, jak ułożyć karty na planszy, w którym miejscu i kiedy uruchomić sekwencję tańca – jest to niezwykle satysfakcjonujące i głębokie. Chociaż może powodować przestoje związane z paraliżem analitycznym. Do tego dochodzi ograniczona liczba kart bohaterów, a więc każdy wybór tutaj ma duże znaczenie. Nie mniej warto zwrócić uwagę na to, iż gra została zaprojektowana w taki sposób, aby była niezwykle czytelna i tutaj faktycznie wszystko jest widoczne i nie sposób czegoś przegapić. Nie mniej do tego aspektu wrócimy jeszcze w przypadku minusów.

Połączenie silniczka z kafelkami budynków i systemem punktacji
Połączenie tańca kart z układaniem budynków na wspólnej planszy daje poczucie, że optymalizujesz zarówno „maszynę”, jak i jej efekty w przestrzeni. Punktowanie za dzielnice budynków, oczyszczone zagrożenia, trofea i wykonywane kontrakty tworzy wiele dróg do zdobycia punktów. Wszystkie te konotacje sprawią, że gra należy zdecydowanie do średniozaawansowanych. Nie ma tutaj przesadnej księgowości jak w przypadku wielu cięższych eurogier. Z uwagi na charakter i mechaniki rozgrywki, Emberleaf najlepiej sprawdzi się przy 3 graczach. Jest wtedy odpowiednio ciasno na planszy, a jednocześnie nie czekamy wieczność na swoją turę.

Klimat i oprawa graficzna
Ilustracje Emberlingów, bohaterów i zwierząt są „urocze”, kolorowe i budują klimat odradzającego się lasu. Do tego cała masa klimatycznych drewnianych figurek zwierzaków, kafelki budynków i kolorowa plansza (tutaj mam pewne zastrzeżenia) – sprawiają, że chce się grać w tę grę z przyjemnością. W wersji sklepowej zabrakło jedynie drewnianych żetonów zasobów. Tematyczne wprowadzenie o zniszczonej osadzie i odbudowie lasu dobrze spina mechanikę: czujesz, że oczyszczanie zagrożeń i budowanie domów faktycznie wspiera wspólnotę Emberlingów.

Szerokie grono odbiorców
Ze względu na temat, jakość wykonania i dość niski próg wejścia Emberleaf ma szansę spodobać się grającym rodzinom oraz grupom lubiących ciekawe rozwiązania mechaniczne, z głębokimi decyzjami przy jednocześnie prostej strukturze rozgrywki. Nie ma tutaj przesadnej negatywnej interakcji – ta w zasadzie nie występuje, a jeśli usiądziemy przy stole z zaznajomionymi z zasadami graczami, to gra jest wtedy niezwykle dynamiczna. To z pewnością tytuł dla osób ceniących planowanie i lubiących obserwowanie rozwijającego się silniczka. Co więcej, w grze dostępny jest tryb solo, który z pewnością przypadnie do gustu osobom, które lubią taki rodzaj zabawy.


Słabe strony Emberleaf

Długość rozgrywki a ciężkość gry
W pełnym składzie (4–5 osób) rozgrywka może z łatwością przekroczyć 2 godziny, co dla części graczy oczekujących szybszego familijnego tytułu może być zbyt męczące. Bardziej wrażliwi na przestoje mogą również czuć irytację, gdy przy stole usiądą gracze lubiący rozkminiać optymalny układ kart na planszy – a wszystko dlatego, że każda decyzja niesie ze sobą sporo konsekwencji. Warto więc wziąć ten aspekt pod uwagę. Jak już wcześniej wspomniałem, najlepsze dynamika rozgrywki jest odczuwalna przy 3 graczach.

Krzywa uczenia i gęste ikonki
Tutaj w zasadzie każda karta jest unikatowa i wiele z nich posiada czytelną, ale bogatą ikonografię związaną z różnymi kombinacjami wejścia/aktywacji/przesunięcia/zejścia z planszy, co może spowodować, że zwłaszcza pierwsze partie mogą być dość ciężkie do ogarnięcia. Dla graczy przyzwyczajonych do prostszych familijnych tytułów może to być spora przeszkoda. Taniec kart nie zawsze i nie dla każdego jest intuicyjny i może w Emberleaf sporo wody upłynąć, zanim w pełni będziemy cieszyć się rozgrywką bez zaglądania do instrukcji. Nie mniej średniozaawansowani gracz powinni wejść w ten tytuł dość gładko i bez większych problemów.

Estetyka planszy głównej
Choć ilustracje na kartach są naprawdę prześlicznie to w przypadku grafiki na planszy głównej, jak grafik znajdujących się na kafelkach budynków, wydają się one generyczne i bez polotu. Mam wrażenie, że mogło być tutaj nieco lepiej i bardziej klimatycznie.

Niska bezpośrednia interakcja
Gracze nie walczą bezpośrednio ze sobą, lecz raczej z zagrożeniami na planszy i ograniczoną przestrzenią lasu. Dlatego też tytuł ten może nie przypaść do gustu osobom, które szukają silnej negatywnej interakcji, gdzie na każdym kroku możemy wbijać sobie szpilki. Cała interakcja między graczami sprowadza się głównie do podbierania pól na polanach, wyścigu po trofea, czy też ewentualnie podbierania kart kontraktów, czy też nowych bohaterów.


Podsumowanie – dla kogo jest Emberleaf?

Emberleaf jawi się jako średniozaawansowany strategiczny tytuł z bardzo ciekawą, świeżą mechaniką „tańca kart” i rozbudowanym, ale przystępnym silniczkiem. Najwięcej satysfakcji będą czerpać z niego gracze, którzy lubią: planowanie na kilka ruchów naprzód, widoczne kombosy, budowanie osady na planszy i spokojny, mało agresywny klimat fantasy z antropomorficznymi zwierzętami w tle. Gra najlepiej sprawdzi się w grupach 2/3‑osobowych, które zaakceptują około 90 minut rozgrywki, a jednocześnie nie przestraszy ich cała masa kart o unikatowym działaniu. Czas spędzony przy Emberleaf był dla mnie niezwykle satysfakcjonujący. Lubię gry, które są proste w swojej strukturze, wprowadzają coś nowego i pozwalają na głębokie decyzje. Bardzo spodobało mi się obserwowanie stale rozwiającego się silniczka i wyścig po trofea, który prowadził do końca gry. Bardzo polecam – to jedno z największych odkryć tego roku!


Przydatne linki:

Link do strony wydawnictwa

Więcej o grze na Planszeo

Jeśli doceniasz naszą pracę i zaangażowanie albo po prostu podoba Ci się nasz portal i to, co robimy, to możesz nas wesprzeć niewielką kwotą – za co bardzo dziękujemy!!!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli chcesz być na bieżąco i podoba Ci się nasz serwis, to zachęcamy do obserwowania nas na facebooku.

Adrian Gieparda

Drzemiąca we mnie pasja i chęć dzielenia się swoją opinią na temat gier, a także szerzenia tego hobby była tak silna, że stworzyłem własny serwis, który nazwałem Diceland. W nowoczesne gry planszowe gram już od ponad 12 lat, a takie tytuły jak Agricola, Troyes, Terraformacja Marsa, czy też Projekt Gaja są dla mnie grami niemalże doskonałymi. Obecnie jestem wielkim fanem wszelkich gier euro, gdzie zdecydowano się użyć mechanikę kości w unikatowy/niecodzienny sposób. Nie odmówię również partii w ciekawe rodzinne tytuły, które pozwalają miło spędzić czas w gronie najbliższych i oderwać się od zgiełku codziennej rutyny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *