Dostosuj preferencje dotyczące zgody

Używamy plików cookie, aby pomóc użytkownikom w sprawnej nawigacji i wykonywaniu określonych funkcji. Szczegółowe informacje na temat wszystkich plików cookie odpowiadających poszczególnym kategoriom zgody znajdują się poniżej.

Pliki cookie sklasyfikowane jako „niezbędne” są przechowywane w przeglądarce użytkownika, ponieważ są niezbędne do włączenia podstawowych funkcji witryny.... 

Zawsze aktywne

Niezbędne pliki cookie mają kluczowe znaczenie dla podstawowych funkcji witryny i witryna nie będzie działać w zamierzony sposób bez nich. Te pliki cookie nie przechowują żadnych danych umożliwiających identyfikację osoby.

Analityczne pliki cookie służą do zrozumienia, w jaki sposób użytkownicy wchodzą w interakcję z witryną. Te pliki cookie pomagają dostarczać informacje o metrykach liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Recenzje

Recenzja #964 Survive the Island

Przygoda na wyspie zakończyła się dość nieoczekiwanym zwrotem akcji. Ziemia trzęsie się pod stopami, wulkany plują lawą, a na horyzoncie widać najprzeróżniejsze potwory, które tylko czyhają na jeden fałszywy krok przerażonych wędrowców… Zmierz się ze swoimi (jeszcze) przyjaciółmi w tej emocjonującej grze pełnej negatywnej interakcji. Oto Survive the Island!

Autor gry Survive the Island: Julian Courtland-Smith

Wydawnictwo: Rebel

Liczba graczy: 2-5

Czas gry: ok. 45 minut

Wiek: 2-5 osób


Gra została przekazana mi bezzwrotnie w ramach recenzji od wydawnictwa Rebel. Nie miało to wpływu na kształt mojej opinii/niniejszej recenzji.

Współpraca reklamowa z Ceneo.pl


Muszę się do czegoś przyznać. Bardzo lubię gry z negatywną interakcją, w której podkładamy sobie kłody pod nogi i patrzymy, jak nasi przeciwnicy starają się pozbierać po naszym niespodziewanym „ciosie”. Moja rodzina natomiast niezbyt przepada za takim typem rozgrywki i woli mniej kontaktowe starcia. Co ciekawe jest jedna gra, która łączy nas wszystkich i przy której wszyscy świetnie bawimy. Jak się pewnie domyślacie, chodzi Survive the Island, a właściwie Survive: Escape from Atlantis!, która powstała, uwaga, w…1982 roku. Przez wiele lat gra nie była dostępna na naszym rynku, a że ja pokochałam ją od pierwszej rozgrywki, przemierzyłam pół Barcelony w poszukiwaniach hiszpańskiej wersji i przywiozłam ją samolotem, aby zajęła dumne miejsce w mojej rodzinnej kolekcji. Co mi się spodobało w tej grze i czym różni się od najnowszej wersji wydanej przez wydawnictwo Rebel? Zapraszam do recenzji.

Survive the Island to gra pięknie wydana, która z pewnością zachwyci miłośników ładnie wydanych gier planszowych. W atrakcyjnej cenie (około 100 złotych) dostajemy mnóstwo kolorowych elementów i drewnianych pionków i figurek. W opakowaniu znajdziemy nawet praktyczny insert, w którym możemy przechowywać wyposażenie gry. Co prawda, znalazło się w nim również trochę „powietrza”, ale w porównaniu do mojego hiszpańskiego wydania, gdzie wszystko beztrosko „lata w pudełku” najnowsza wersja wypada na plus. Najbardziej spodobały mi się figurki potworów, którymi będziemy się nawzajem… zjadać. Są naprawdę ładnie wykonane i pomalowane, a tym samym pięknie prezentują się na planszy.

Co mnie zaskoczyło, to obecność nowego stwora, tzw. Kaiju (jap. potworna bestia), który otrzymał dość potężną moc, poruszania innymi potworami, zjadania tratw i odpychania figurek ludzi. Do gustu przypadły mi również różniące się wysokością kafelki piasku, drzew i skał, które stopniowo będziemy odkrywać i wykorzystywać ukryte pod nimi akcje. Wykonanie oceniam na plus, nowa wersja podoba mi się bardziej niż poprzednia! Jedyny minus za instrukcję, do której wkradł się dość poważny błąd dotyczący poruszania się tratwą. Tratwę można przesunąć, jeśli mamy na niej więcej lub tyle samo figurek co przeciwnicy.


Familijna rozgrywka dla każdego

Zasady rozgrywki nie są skomplikowane, jak przystało na prawdziwą grę familijną. Nie jest to co prawda najkrótsza i najprostsza gra rodzinna w mojej kolekcji, ale reguły są dość intuicyjne i łatwo je wytłumaczyć współgraczom. Celem gry jest „uratowanie” jak największej liczby pionków w swoim kolorze. Co ciekawe ludziki różnią się wartością punktową, mamy więc solidne „5”, jak i najsłabsze „1”. Warto więc podczas początkowego ustawiania pionków zapamiętać, gdzie stoją nasze najmocniejsze figurki. Następnie rozgrywamy tury, podczas których każdy ma do dyspozycji 3 akcje ruchu.

Możemy poruszać się po wyspie, możemy płynąć (ale jedynie o jedno pole danym ludzikiem). Możemy również wskoczyć na tratwę, która przetransportuje za jednym zamachem do 3 figurek na stały ląd (albo prosto do paszczy węża morskiego…). Po wykonaniu ruchu odkrywamy jeden kafelek wyspy i w zależności od tego, co wylosowaliśmy, wykonujemy związaną z nim akcję natychmiast lub w wybranym przez nas momencie. Niektóre żetony są wyjątkowo przydatne, gdyż zapewniają dodatkowe możliwości ruchu, czy obrony. Ostatnim etapem tury jest rzut kostką i poruszenie jednym ze stworów (przeważnie tak, aby pożreć figurkę przeciwnika). Gra kończy się w momencie odkrycia 3 płytek wulkanów bądź w chwili uratowania wszystkich ludzików (co jeszcze nigdy nam się nie zdarzyło).


Survive the Island to niezwykle emocjonująca gra, która idealnie nadaje się na rodzinne, czy też towarzyskie spotkania. Podczas zabawy cały czas coś się dzieje. A to ktoś kogoś zjada, zawiera z kimś sojusz lub ładuje się komuś na trawę, by „na gapę” podpłynąć na stały ląd. Bardzo lubię emocje podczas tej gry, gdyż negatywnej interakcji jest na tyle dużo, że każdy traktuje ją tu jak coś normalnego. Ktoś pożre mojego ludzika, ja za chwilę naślę na kogoś rekina… I tak to się toczy, aż kilka wybranych figurek dotrze na stały ląd. Oczywiście gra zawiera sporo losowości, szczególnie w momencie dobrania płytki wyspy. Może się zdarzyć, że będziemy ciągle dobierać dodatkowe potwory, a nasi przeciwnicy drogocenne kafelki akcji. W końcu jednak to gra, w której chodzi o przetrwanie, więc musimy sobie z tą losowością po prostu radzić i starać się ją przezwyciężyć.

Gra najlepiej sprawdza się na 3 i 4 graczy. Przy 2-osobach na planszy nie ma tego „ścisku”, który tworzy całą otoczkę i wzajemnych sojuszy i zdrad. Przy 5-osobach jest natomiast dość spory downtime, a pomiędzy naszymi akcjami może się zdarzyć, że nasze ludziki będą już w zupełnie innym miejscu, niż je zostawiliśmy (bądź też zostały już dawno pożarte przez jakąś bestię). Pojedyncza rozgrywka jest dość długa jak na grę rodzinną i powinniśmy przeznaczyć na nią około godziny. Czy zostawię w kolekcji obie wersje gry? Szczerze mówiąc, trudno byłoby mi się rozstać z każdą z nich, z nową ze względu na nowy rodzaj potwora i wykonanie, ze starą ze względu na sentyment. Cieszę się, że wydawnictwo Rebel wydało u nas „Wyspę”. Tak właśnie mówimy w domu na Survive the Island i serdecznie polecamy Wam spróbować tej szalonej zabawy!


Survive the Island to świetnie wydana gra rodzinna, w której staramy się uciec z tonącej wyspy. Podczas rozgrywki będziemy starać się wszelkimi sposobami zachować przy życiu nasze ludziki, które pod koniec rozgrywki przyniosą nam cenne punkty. Gra aż kipi od negatywnej interakcji, jest wredna i dość szybko pokaże nam, że na wiele rzeczy nie mamy wpływu. Wymaga również nieco blefowania i umiejętności miękkich, które czasem przydadzą się przy negocjacjach związanych z ruchem potworami. Polecamy Wam serdecznie, to od dawna jedna z naszych ulubionych gier familijnych.


  • bardzo ładne wykonanie gry,
  • praktyczny insert,
  • nieskomplikowane zasady rozgrywki,
  • świetna gra rodzinna,
  • optymalny czas rozgrywki,
  • emocjonująca rozgrywka,
  • ciekawe potwory, które mogą nam pomóc (lub utrudnić) dotarcie na stały ląd.
  • dość poważny błąd w instrukcji.

Przydatne linki:

Link do strony wydawnictwa

Więcej o grze na Planszeo

Jeśli doceniasz naszą pracę i zaangażowanie albo po prostu podoba Ci się nasz portal i to, co robimy, to możesz nas wesprzeć niewielką kwotą – za co bardzo dziękujemy!!!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli chcesz być na bieżąco i podoba Ci się nasz serwis, to zachęcamy do obserwowania nas na facebooku.

Natalia Jagiełło

Od dziecka bardzo lubiłam grać w gry planszowe. Grałam z rodzicami i przyjaciółmi, w domu i szkole. Moje pierwsze gry, do których do dzisiaj mam spory sentyment to: Rummikub i Kaleidos. Z wiekiem gry poszły na jakiś czas w odstawkę, ale pasja wróciła z wielką mocą, kiedy zostałam mamą. Anastazja i Zojka pomogły mi na nowo odkryć miłość do gier planszowych, a nasza kolekcja stale się powiększa. Bardzo lubimy grać w gry familijne i edukacyjne, nasze ulubione pozycje to Pędzące Żółwie, Śpiące Królewny i Kakao. Bardzo lubię wykorzystywać gry w edukacji domowej córek, uczę je czytać i liczyć właśnie dzięki grom, które zabieramy ze sobą dosłownie wszędzie. Wieczorami lubię pograć z mężem i znajomymi w bardziej skomplikowane tytuły, takie jak na przykład Azul czy Brzdęk.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *