Recenzje

Recenzja #150 Dice Throne Season One

Przez tysiąc lat szalony król nieprzerwanie zasiadał na swoim tronie, czekając na odpowiedniego przeciwnika. Każdego roku organizował turniej, na który zapraszał najlepszych bohaterów z całego globu. Nagrodą miał być jego tron. Przez te wszystkie lata nie znalazł się jednak śmiałek, który sprostałby sile władcy i odniósł zwycięstwo. Może właśnie Tobie uda się osiągnąć ten cel?

Informacje o grze

Autor gry: Nate Chatellier, Manny Trembley

Ilustracje: Manny Trembley

Wydawnictwo: Roxley

Liczba graczy: 2-6

Czas gry: 20-40

Wiek: 8+

Mechaniki w grze: Dice Rolling, Take That, Variable Player Powers.

Przegląd elementów gry

„Dice Throne Season One” to pięknie wykonana gra, w której stoczymy wiele pojedynków w walce o władzę. Naszą uwagę przykuje już samo pudełko, na którym przedstawiono ilustracje zaproszonych bohaterów oraz naszego szalonego władcy.

Instrukcja, którą znajdziemy wewnątrz, jest zwięzła, nieskomplikowana i w jasny sposób przedstawia zasady gry. Pomocne w ich zrozumieniu okazać mogą się również liczne przykłady i ilustracje.

Następnie w nasze ręce powinny trafić plansze każdego z bohaterów. Poza świetną ilustracją wojaka i intensywnymi kolorami znajdziemy tu także miejsca na karty, na których nadrukowane zostały podstawowe możliwości naszej postaci. Zarówno ofensywne, jak i defensywne. Na środku pozostawiono przestrzeń, w której będziemy mogli gromadzić żetony stanu.

Do kompletu będziemy potrzebowali jeszcze broszury, opisującej specjalne umiejętności herosa oraz stany, jakie może on nałożyć na siebie lub przeciwnika podczas ataku. Mimo że element wykonany jest z papieru, to jest on na tyle gruby, że nie powinien przysporzyć nam w przyszłości większych problemów.

Po wyjęciu większych elementów we wnętrzu pudełka ujrzymy sześć sprytnie wymyślonych pudełeczek, w których znajdować się będą elementy dla każdej postaci. Takie rozwiązanie okazuje się bardzo użyteczne i pozwala w prosty oraz szybki sposób przygotować się do rozgrywki.

W skład zestawu herosa wchodzi: talia 32 kart, zestaw żetonów stanu, liczniki punktów życia i combat points, karta pomocy oraz kości. Wszystkie elementy prezentują się świetnie! Zostały ozdobione grafikami danej postaci oraz wykonane z solidnych materiałów. Liczniki są już złożone i działają idealnie. Każdy z naszych bohaterów otrzyma kości w różnym kolorze, które oprócz oznaczeń liczbowych zawierają także wyraźniejsze symbole indywidualne dla danego herosa. Podczas kilku pierwszych rozgrywek użyteczna okazuje się również karta pomocy, przedstawiająca w bardzo przejrzysty sposób przebieg rundy oraz wyjaśniająca możliwości różnych rodzajów kart.

Od strony wizualnej gra robi świetne wrażenie. Ciekawe i żywe ilustracje cieszą oko. Co więcej, różne elementy danej postaci zawierają nieco inną grafikę i pozwalają cieszyć się różnorodnością. Jakość wykonania powinna zadowolić każdego. Plansze są bardzo grube, a kości świetnie leżą w dłoni. Dla części graczy minusem może być niezbyt gruba broszura z umiejętnościami naszego bohatera, jednak nawet ona sprawia wrażenie całkiem solidnej.

Rozgrywka

Zasady gry raczej nie należą do skomplikowanych. Podczas rozgrywki gracze naprzemiennie będą wykonywać swoje tury, które składają się z 8 faz. Nie bójcie się jednak, kilka z nich jest czysto techniczna. W pierwszej z nich rozpatrujemy efekty żetonów stanu, jeśli jakieś posiadamy, a ich działania powinny dać nam w tym momencie bonus lub trafienie. Przykładem może być trucizna, która zada nam jedno obrażenie.

W kolejnej fazie dobierzemy na rękę jedną kartę oraz wzbogacimy się o jeden punkt walki (combat point). Oba z tych elementów są niezwykle istotne. Karty pozwolą nam wymiernie wpływać na przebieg gry. Możemy wśród nich wyróżnić akcje oraz ulepszenia. Te drugie rozwiną możliwości naszego bohatera. Mogą one zwiększyć naszą efektywność zarówno w obronie, jak i ataku, co powinno przybliżyć nas do wygranej. Akcje dadzą nam natomiast pewien wachlarz możliwość. Podzielono je kolorystycznie na te, które możemy zagrywać w jednej z dwóch głównych faz (niebieskie), podczas fazy rzutu (żółte) oraz natychmiastowe (czerwone) do wykorzystania w dowolnym momencie. Dzięki nim będziemy mogli powiększyć swoją rękę oraz pulę punktów walki, modyfikować stan bohaterów, czy ingerować w los, jaki zgotują nam kostki (własne lub przeciwnika).

Wspominane punkty walki to z jednej strony środek płatniczy, dzięki któremu będziemy zagrywać karty. Z drugiej element służący do wzmocnienia ataków niektórych postaci. Oba te zabiegi bardzo korzystnie wpływają na głębię gry, o czym szerzej postaram się opowiedzieć w dalszej części recenzji.

Teraz przejdziemy do zasadniczych faz gry. Najpierw będziemy mieli możliwość zagrania kart w pierwszej fazie głównej. Po niej zatracimy się w turlaniu. Jako pierwszy do głosu dojdzie aktywny gracz, który będzie starał się zaatakować przeciwnika. W tym celu wprawi w ruch pięć kości swojej postaci. Do dyspozycji będzie miał trzy rzuty. Aby wykorzystać poszczególne ruchy naszej postaci, konieczne jest wyrzucenie odpowiedniego zestawu symboli. W momencie, gdy gracz atakujący zadeklaruje, z jakiej umiejętności skorzysta, obrońca może wykonać swój rzut defensywny. Liczba kości, których może użyć, zależna jest od umiejętności obronnej. W wyniku jej użycia możemy zarówno zadać obrażenia kontrujące, jak i zredukować liczbę otrzymanych ran. Na koniec obaj gracze aktualizują swój poziom życia. Jeżeli będziecie rozgrywać partie wieloosobowe, pomiędzy fazami ofensywy i defensywy czeka was jeszcze rzut w fazie „celowania”. Wskaże ona, którego z przeciwników dosięgnie wasz gniew.

W trakcie całego tego rzucania nie jesteśmy skazani tylko i wyłącznie na los. Gracze mogą w tym czasie zagrywać karty, które pozwolą im na dodatkowe przerzuty, zmienią wynik na ściankach, zmuszą przeciwnika do przerzutu. Możliwości jest całkiem sporo. Jednak to nie wszystko! Nasi bohaterowie mogą również posiadać żetony stanu, które potrafią modyfikować ilość zadanych/otrzymanych obrażeń, czy nawet pozwalają całkowicie uniknąć ataku przeciwnika. Przemyślane zarządzanie ręką oraz „zasobami” niekiedy okazuje się kluczowe.

Po zakończeniu konfrontacji aktywny gracz ma jeszcze szansę na zagranie kart w drugiej fazie głównej, a następnie musi pozbyć się części kart, jeśli ma ich więcej niż 6. Gra toczy się aż do momentu, gdy jeden z bohaterów polegnie, tracąc wszystkie punkty życia.

Przedstawiony wyżej opis jest zarysem rozgrywki. Zapewne, gdy zaczniecie swoją przygodę ze światem Dice Throne nasuną wam się pewne wątpliwości. Część z nich rozwiejecie, analizując szczegółowo instrukcję, w innych pomoże wam FAQ. W niektórych kwestiach nieoceniona może okazać się pomoc dość licznej społeczności na BGG oraz facebook-owym funpage-u.

Podsumowanie

„Dice Throne Season 1” to gra, o której bardzo długo nie słyszałem zupełnie nic. Trafiłem na nią dość przypadkowo i szczęśliwie otrzymałem możliwość jej przetestowania. Tym, co robi wrażenie już na wstępie, jest wykonanie i wygląd tytułu. Wydawnictwo Roxley bardzo solidnie podeszło do tematu. Każda postać posiada unikalne, dobrze leżące w dłoni kostki. Karty są odpowiednio grube i czytelne, podobnie jak zestaw żetonów. Plansza gracza jest sztywna i nie daje podstaw do obaw o jej los.

Szata graficzna bardzo mi się podoba. Kolory są żywe i wyraziste, a poszczególne elementy każdej postaci zawierają nieco inną ilustrację. Na pochwałę zasługuje również sposób przechowywania, w którym zamiast wspólnej wypraski, zastosowano indywidualne pojemniczki dla poszczególnych bohaterów. Jedynym minusem może być wspominana wcześniej broszurka z opisem zdolności postaci. Mimo to gra zasługuje na solidną piątkę z plusem. Brawo!

Oczywiście nie kupimy planszówki, żeby tylko na nią patrzeć. Nie ma się jednak co martwić, ponieważ strona mechaniczna gry również posiada wiele zalet.

Zacznijmy może od regrywalności. W pudełku otrzymamy sześć postaci, z których każda mocno różni się od pozostałych. Wpływają na to zarówno unikalne zdolności, jak i talia kart nieco zmieniona u każdego bohatera. Dla przykładu mnich to z natury człowiek spokojny, gromadzi swoje chi, aby skuteczniej się bronić lub atakować. Jest też mistrzem sztuk walki, więc i bez tego potrafi nieźle przyłożyć. Podstępny i zwinny złodziej w niewytłumaczalny sposób może uniknąć naszego ataku, znikając w cieniu. Przy okazji pojawiające się znikąd ostrze zatruje nas i powoli przybliży do porażki. Poznanie każdej postaci i nauczenie się jej sposobu walki zajmie nam trochę czasu.

Oprócz tego gra daje nam całkiem szeroki wachlarz możliwości, jeśli chodzi o sposób rozgrywki. Najbardziej naturalnym wydaje się tryb pojedynku. Gra jeden na jeden była również preferowana podczas moich rozgrywek. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby zagrać wieloosobowo. W tym wariancie mamy dwie opcje. Grę zespołową, która nie różni się znacząco od pojedynku oraz kompletną nawalankę w konfiguracji każdy na każdego.

Szczególnie ostatni tryb mocno mnie rozczarował z uwagi na jedną zasadę. Otóż zgodnie z regułami o tym, kto będzie celem naszego ataku, zadecyduje rzut kostką. Wprowadza to bardzo uciążliwą, niezrozumiałą i frustrującą losowość. Zupełnie nie byłem w stanie zrozumieć tego zabiegu. Przeglądając fora i grupę na Facebook-u dedykowaną temu tytułowi, zauważyłem, że nie jestem osamotniony w swoich wnioskach. Znalazłem tam kilka rozwiązań problemu. Najlepszym wydaje mi się możliwość samodzielnego wyboru celu, przy zastosowaniu zasady, że jeśli zaatakujemy gracza z największą ilością życia, będziemy mogli dobrać kartę. W tym momencie może wam się wydawać to niewielką zachętą, jednak po bliższym poznaniu przekonacie się, że karty potrafią być niezastąpione i niekiedy przechylają szale na naszą stronę. Tę zasadę powinniście również odnaleźć w instrukcji do drugiego sezonu Dice Throne.

Jak możecie się domyślić, przebieg rozgrywki jest dynamiczny. Fazy „technicznie” przebiegają bardzo sprawnie, a liczba kart na ręce nie jest tak duża, aby generować większe przestoje. Dopiero przed chwilą broniliście się przed atakiem, a już wyprowadzacie własne uderzenie. Oczywiście pierwsze partie będą nieco dłuższe, z uwagi na konieczność zaznajomienia się z umiejętnościami nowych herosów, aczkolwiek nawet wtedy nie powinniśmy się nudzić podczas partii.

Jednak to, za co bardzo polubiłem ten tytuł, to liczba opcji, jaką nam daje. Pod fasadą losowości i ciągłego turlania kostkami znajdziecie sporo możliwości taktycznych, a nawet nieco strategicznego myślenia. Szczególnie jeśli po kilku partiach zdecydujecie się na grę w wariancie zaawansowanym, w którym talia bohatera zostaje rozdzielona na stosy akcji i ulepszeń. Od teraz będziecie mieli jeszcze większy wpływ na grę. Sami zdecydujecie, czy dobierzecie kolejne usprawnienie w poszukiwaniu jak najlepszej konfiguracji własnej postaci, czy jednak postaracie się o posiadanie większych możliwości wpływania na los podczas rozgrywki. Karty potrafią naprawdę dużo zdziałać, a moment, w którym je zagramy, okazuje się niekiedy kluczowy dla naszego zwycięstwa. Być może warto poczekać z użyciem karty zmuszającej przeciwnika do przerzutu, aby uniknąć silniejszego uderzenia w przyszłości, za to sami w następnym ruchu postaramy się zadać decydujący cios, zmieniając wynik na ściance jednej z naszych kości. Czeka Was sporo przyjemnego kombinowania.

Mimo to fasada jest ciągle obecna i w grze znajdziecie wiele losowości. Rzuty kośćmi, czy dociąg kart to elementy, które będą z nią nierozerwalnie związane. Opisane wyżej możliwości dają Wam pewne narzędzia do wpływania na nią, jednak nie będziecie w stanie nagiąć losu do własnej woli za każdym razem. Dlatego też bardzo ważne będzie wyczucie czasu i zaskoczenie przeciwnika w odpowiednim momencie.

A skalowanie? Dla mnie pozostanie to gra przede wszystkim dwuosobowa. To jest jej naturalne przeznaczenie i tak też grywałem w nią najczęściej. Tryby wieloosobowe (szczególnie po opisanej wcześniej modyfikacji) nie są jednak doczepione na siłę i jeśli będziecie mieli chęć stoczyć większe starcia, to nic nie stoi na przeszkodzie.

Nie powinniście się także za bardzo martwić znajomością angielskiego. W grze znajdziecie sporo tekstu, jednak w większości przypadków średnia, czy nawet nieco gorsza znajomość języka powinna wystarczyć do jego zrozumienia. Szczególnie przez instrukcję przeszedłem bardzo płynnie. Nieco więcej wysiłku wymagały ode mnie broszury z opisem żetonów stanu. Pojedyncze fragmenty mogą wymagać od Was skorzystania z pomocy słownika czy translatora. Myślę, że w dzisiejszych czasach, większości naszych czytelników, nie powinno to sprawić problemu.

Na koniec pozostawiłem sobie kwestię klimatu, która jest niejednoznaczna. Krótki opis fabularny i próba utworzenia świata, w którym osadzona została gra, jest raczej nieudana. Nikt z Was nie poczuje, że walczy o tron dający mu nieograniczoną władzę. Natomiast atmosfera turnieju i zażartej walki do końca powinna towarzyszyć każdej rozgrywce. Gra generuje sporo emocji, zwiększając dzięki temu satysfakcję z rozgrywki.

„Dice Throne Season 1” ma wiele cech, które w zasadzie z miejsca powinny sprawić, że gra nie będzie miała szans w mojej kolekcji. Jest pojedynkiem z dużą dozą losowości, którą możemy kontrolować jedynie w ograniczonym zakresie. Jestem mężem ambitnej żony, a do tego nieskrywanym miłośnikiem euro. Przyznacie, że to zestawienie w zasadzie się wyklucza. Jednak, gdy czytałem opisy i przeglądałem zdjęcia, gra wzbudziła moje zainteresowanie. Teraz mogę przyznać, że bardzo słusznie! To świetna pozycja, która dostarcza wiele zabawy i emocji, wymagając od nas użycia szarych komórek. Zapewni nam przy tym długie godziny gry, gdyż poznanie 6 postaci i optymalne wykorzystanie ich zalet zajmie nam chwilę. Natomiast w momencie, w którym stwierdzicie, że w pierwszym zestawie nic Was już nie zaskoczy, będziecie mogli zaopatrzyć się w sezon drugi, nadciągający wielkimi krokami. Osobiście nie mogę się już doczekać premiery!

Zalety:

  • świetne wykonanie,
  • bardzo ładne grafiki,
  • dynamiczna rozgrywka,
  • ciekawy system rozwoju postaci,
  • możliwość niwelowania losowości,
  • emocje podczas rozgrywki,
  • klimat pojedynku,
  • dobre skalowanie,
  • dużo regrywalności.

Wady:

  • broszura umiejętności postaci odstaje od jakości całego wydania,
  • obecna w grze losowość mimo wszystko może być zbyt uciążliwa dla części graczy.

Przydatne linki:

Link do strony wydawnictwa

Profil gry w serwisie Board Game Geek


Jeśli chcesz być na bieżąco i podoba ci się Diceland, to koniecznie polub nas na Facebooku.


Dziękujemy wydawnictwu Roxley za przekazanie gry do recenzji

One thought on “Recenzja #150 Dice Throne Season One

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *